23 urodziny. Jak je obchodzę i jakie pytania sobie dobrze raz na jakiś czas zadać?

Mało kto lubi listopad. Szary, deszczowy, z niższymi temperaturami raczej nie zyskuje przy pierwszym spotkaniu i jeszcze to święto zmarłych na samym jego początku. No nie idzie brać go za największego kawalarza w rocznym zestawieniu. Sama mam do niego bardzo mieszane uczucia, te negatywne to przede wszystkim zasługa narastającego konsumpcjonizmu i choinek wystawionych już 3 listopada w sklepach. Rzeczy całkowicie świątecznych psujących cały jesienny ład i porządek. Jest jednak w tym ostatnim oddechu jesieni wiele rzeczy, które lubię. Nie będę ukrywać, że tą główną są moje urodziny.

Rok temu na blogu pojawił się wpis zatytułowany „Narodziny urodzinowej tradycji który w ogromnym, jeżeli nie całkowitym stopniu oddaje moje obecnie zagadnienie do tematu urodzin, a po prawdzie do całego żywota. Podkreślam w nim rzecz, która dla mnie osobiście stała się w którymś momencie wartością nadrzędną, a mianowicie, że trzeba umieć żyć z samym sobą, o siebie samą zadbać, że to z samą sobą mam być przede wszystkim szczęśliwa i z samą sobą mam żyć w zgodzie. Nikt inny mi tego nie zagwarantuje, bo i nie ma ani takiej możliwości ani takiego prawa. To stety i niestety wiążę się ze stałą pracą, a może trafniej powiedzieć monitorowaniem. Wcale nie tak trudno jest zboczyć na manowce i nie zdawać sobie przez długi czas z tego sprawy.

Doszłam w swoim życiu i do takiego etapu, w którym sama już nic nie wiedziałam. Wyniosłam z domu dość dużą pewność siebie i trudno akurat w moim przypadku mówić o zachwianym poczuciu własnej wartości. Nic z tych rzeczy, ale był taki moment kiedy stawiałam siebie niżej niż powinnam i powiedzmy to wprost: to był idiotyczny pomysł, ale kobiety mają tak dosyć często i zdecydowanie jest to pole na którym trzeba pracować. Zdrowy egoizm powinien być zawsze naszą domeną. Od tamtego czasu pilnuję się pod tym względem, dbam o siebie i raz do roku, właśnie w dniu urodzin robię porządny rachunek sumienia.

Siadam ze specjalnie przeznaczonym do takich notatek dziennikiem i zestawiam to co napisałam rok wcześniej, z tym co jest obecnie. Wyciągam wnioski, zapisuje pragnienia, cele na przyszłość i rzetelnie zaznaczam co wymaga poprawy. Nie ma tu miejsca na żadne koloryzowania, rozliczam się w pełni z rzeczywistością, dbając o to by jak najwięcej wyciągnąć z tego na przyszłość.

W tym roku zrobiłam dokładnie tak samo. Wyłączyłam telefon, odcięłam się od świata, skupiłam całkowicie na swojej osobie i na tym co mi w duszy gra. Kilka dobrych godzin przeznaczyłam na rzetelnie zapisywanie kartek rodzącymi się myślami i znowu skończyłam z uczuciem ogromnego oczyszczenia. Głowę mam spokojną, a plany na najbliższy rok bardzo ambitne i konkretne.

Pytania, które warto sobie zadać nie tylko w dniu urodzin:

  1. Czy jestem szczęśliwa? – dla mnie najważniejsze pytanie ze wszystkich. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, jeżeli zna się moją naturę i podejście do tematu szczęścia. Jestem tym typem człowieka, który uważa, że szczęście to dzień codzienny i wcale nie trzeba za nim gnać, ani go poszukiwać. Ono przecież już jest, tylko trzeba je zauważyć. We mnie poczucie szczęścia buduje rodzina. Fakt, że zawsze mam gdzie wrócić i że w domu rodzinnym czeka na mnie dwójka ludzi, która mnie bezgranicznie kocha i równie mocno mi w życiu kibicuje, ale są i Ci nieco dalsi krewni, na których wiem, że mogę polegać. Szczęście daje mi świadomość, że mam u swojego boku mężczyznę z którym wybudowaliśmy naprawdę piękną relację i że mam w nim przyjaciela, gotowego wspierać mnie we wszystkim, a kiedy trzeba to i sprowadzić na drogę ogarnięcia. Szczerze mówiąc to powodów do radości i zadowolenia z życia mam naprawdę wiele i choć oczywiście mogłabym się skupić na tym czego mi brakuje i co jeszcze nie jest w moim zasięgu, to nie widzę w tym żadnego sensu. Wolę skupić się na tym co budujące. O wszystkich tych rzeczach będę więcej pisała za tydzień, kiedy poruszę temat tak przeze mnie cenionej wdzięczności.
  2. Co zrealizowałam przez ostatni rok? – zawsze gdy siadam do podsumowania i zatrzymuje się przy tym pytaniu przez głowę przelatuje mi najpierw myśl, że niezbyt wiele. Potem jednak przeglądam kalendarz, zdjęcia na telefonie, swoje konta w social mediach, wpisy na blogu z podsumowaniem miesięcy i za każdym razem dziwię się ile rzeczy zrobiłam. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się by wszystko to co miało zostać wprowadzone w życie, wprowadzone zostało, ale nie stresuję się tym kompletnie, gdy widzę, że z roku na rok tendencja jest wzrostowa. W dużym stopniu to zasługa tego urodzinowego rozliczania się.
  3. Co uważam za największy sukces? – dobrze jest zauważać swoje osiągnięcia, nie koniecznie tylko raz do roku. Ja swoje mniejsze i większe sukcesy sobie wypisuje na bieżąco. Raz, że w ten sposób o niczym nie zapominam, dwa, że gdy mam gorszy humor, a zdarza mi się jak każdemu śmiertelnikowi takowy posiadać, siadam i przeglądam tę listę, pozwalając sobie na to, by zalała mnie fala dobrych wspomnień i odczuć. Po czymś takim trudno dalej marudzić.
  4. Za co jestem wdzięczna? – przy pierwszym punkcie już zdradziłam, ze w przyszłym tygodniu zagadnienie wdzięczności będzie na szerszej tapecie. Dlatego teraz tutaj się nie będę rozpisywać. Swoje myśli na ten moment sprowadzę do pięknego cytatu: „W codziennym życiu wyraźnie widać, że to nie szczęście czyni nas wdzięcznymi, lecz wdzięczność – szczęśliwymi” David Steindl-Rast wiedział co mówi.
  5. Co fajnego się przytrafiło, choć wcale nie było w planach? – jeden z moich ulubionych podpunktów, bo chociaż wkręcam się w planowanie coraz bardziej i coraz lepiej mi to idzie ( o zgrozo, nie myśleć, że idealnie) to jednak nie da się ukryć, że choć zaplanować można wszystko, to rzadko kiedy to wszystko zgodnie z planem się toczy. Absolutnie zawsze są wydarzenia, które pojawiają się nadprogramowo. Czasem przynosząc ogrom radości, czasem równie wiele smutku. Ja skupiam się na tym co dobre, bo taką mam życiową filozofię i dlatego też w dniu urodzin wypisuje sobie zdarzenia, które miały miejsce, choć wcale miało ich nie być. Tak samo zresztą robię w aspekcie marzeń, gdzie obok listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią pojawiła się jakiś czas temu lista zdarzeń właśnie. Rzeczy, o których nie śniłam, a które do mnie przyszły. W ciągu jednego roku może być takich aspektów naprawdę sporo i warto je zauważyć.

  6. Z czego najbardziej się cieszę?
  7. Czego się nauczyłam?

  8. Co nie doczekało się jeszcze realizacji? – słowo klucz „jeszcze”, staram się nie skreślać wszystkiego, gdy nie wyjdzie za pierwszym razem, albo się przełożyło w czasie. To trudna sprawa, gdy jest się człowiekiem zbyt dużego perfekcjonizmu, choć z dumą muszę zaznaczyć, że panowanie nad tym zagadnieniem idzie mi coraz lepiej. Wrzucenie na luz i mniejsze przejmowanie się pierdołami, które nie mają w sumie żadnego znaczenia jest naprawdę oczyszczającą sprawą. Dzisiaj nie wyrzucam sobie już przez tydzień, ze coś tam mi nie wyszło, tylko skupiam się na tym kiedy i jak mogę to wykonać.

  9. A co straciło na swej wartości i czego wprowadzać już nie chcę? – czasami jednak okazuje się, że niektóre zagadnienia straciły na ważności, albo chcę je przesunąć na odległą przyszłość i to też zauważam, i to też jest okey. Nie sposób zrealizować wszystkiego co wpadnie Ci do głowy, zwłaszcza gdy te pomysły rodzą się jak szalone.

  10. Jak poradziłam sobie z sytuacjami negatywnymi? – to ukłon w stronę dobrych emocji. Kiedyś byłam przekonana, że jeżeli nawiedzi mnie jakieś uczucie to muszę mu się poddać, teraz twierdzę, że nic bardziej mylnego. To ja panuje nad swoim stanem emocjonalnym i to ja decyduje jak będzie wyglądać moje samopoczucie. Czasem oczywiście pozwalam sobie na smutki, kiedy uważam, że są one faktycznie potrzebne, ale gdy dopada mnie przedokresowe zdenerwowanie czy poczucie beznadzieji to z nim walczę różnymi metodami. Kilka z nich stało się już moim podstawowym wyposażeniem, cały czas jednak w wyniku różnych zdarzeń dochodzą nowe i staram się je wyłapywać, bym mogła się nimi posłużyć właśnie w razie potrzeby.

  11. W którym momencie nawaliłam i dlaczego? – są projekty, sprawy, zagadnienia, które się jednak kładzie po całości i to w pełni w wyniku własnych decyzji. Tego się już nie da przesunąć na przyszłość bez konsekwencji, to już budzi czyjeś niezadowolenie, a najczęściej wynika z naszych drobnych błędów. To są wszystkie te rzeczy, które nie powinnny mieć miejsca, a jednak miały i przyniosły same negatywy. Trzeba z nimi stanąć twarzą w twarz, rozliczyć się z nim i wyciągnąć naukę na przyszłość, tak, żeby to była jednorazowa sytuacja, która może przydarzyć się każdemu, a nie niechlubny znak rozpoznawczy Twojej osoby.

  12. Jak to mogę wyeliminować w przyszłości?

  13. Jakie są moje największe pragnienia? – wypisuje absolutnie wszystko, od rzeczy błahych, małych, materialnych po zagadnienia wykraczające poza wszystkie takie granice. Bez żadnego ograniczania się. Potem dopiero patrzę na to z góry i wybieram co faktycznie już teraz ma rację bytu, na czym teraz mogę się skupić i zastanawiam się jak to mogę zrobić.

  14. Co chcę przeczytać za rok w tym zestawieniu? – bardzo, ale to bardzo lubię to pytanie. Z powodu najpiękniejszego momentu, który ma miejsce w dniu następnych urodzin. Zatrzymuje się wtedy na tych wypisanych rzeczach i zaskakuje się jak wiele rzeczy faktycznie zrealizowałam. To co 12 miesięcy wcześniej było tylko pragnieniem, teraz stało się rzeczywistością. Zawsze się wtedy wzruszam i czuję w sobie przekonanie o tym, że mogę naprawdę wiele.

  15. Czy przeżyłam ten rok świadomie? – żyć z dnia na dzień, z odległymi planami i marzeniami nie jest trudno. Można wszystko zrzucić na zabieganie, brak czasu i tak mija rok za rokiem, aż w końcu człowiek zdaje sobie sprawę, że tego czasu zostało mu mniej niż więcej. Nie chcę żałować swojego życia, chcę je przeżyć po swojemu, świadomie, wartościowo. Dlatego sprawdzam co jakiś czas czy faktycznie tak jest czy jednak skręciłam w drogę, gdzie dni zlewają mi się w szarą masę, bo choć faktycznie większość naszego życia przelatuje nam przez palce, nie dzieje się każdego dnia coś spektakularnego, to chyba jest nawet trochę niewykonalne, ale nawet ten szary, mdły dzień, z obowiązkami, bez szalonych przygód może być przeżyty świadomie. W poczuciu bycia w danym momencie. Do tego zmierzam, do cieszenia się zawsze chwilą obecną.

Tak prezentuje się mój podstawowy zestaw urodzinowych pytań. Jeżeli przychodzi mi coś nowego do głowy, to oczywiście to sobie dopisuje. Niczym się nie ograniczam, to ma być tak bardzo pomocne i budujące narzędzie jakie tylko może być. Swoją drogą idealnie sprawdzające się przy każdym większym rozliczeniu z samym sobą, nie tylko tak jak w moim przypadku, urodzinowym, ale chociażby noworocznym czy w dniu codziennym, gdy złapie nas potrzeba na jego wykonanie.

Jeżeli macie jakieś swoje zestawy pytań to śmiało dzielcie się nimi w komentarzach, zróbmy z tego skarbnicę pytań monitorujących.

Trzymaj się i do następnego!
Kasia 🙂

Dodaj komentarz