Lista marzeń – po co ją robić?

Podobno to co zostaje zapisane ręcznie zostaje bardziej w naszej pamięci. Podobno komunikat dany w pisemnej formie podświadomości uruchamia maszynę, która stara się nam pomóc przy realizacji tego co sobie wymyśliliśmy. No i przede wszystkim to co zapisane już nie ma gdzie uciec, zostaje, przypomina nam o jakimś pomyśle, albo twórczo inspiruje do podjęcia kompletnie innego działania. W końcu taka lista, spis wszystkiego tego co byśmy chcieli jest pięknym obrazem naszej wiary w to co możliwe i w to co niemożliwe.


Jakie są korzyści z jej posiadania?


Lista marzeń, bucket list, lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią, różnie można to nazywać. Sens jest ten sam, pozwolić sobie na poznanie siebie. Sprawdzenie czego tak w sumie się chce, o czym się marzy, do czego w życiu chce się dążyć, co przeżyć, w czym istota tego wszystkiego się dla nas zamyka. Piękno tego pomysłu zamyka się w jego uniwersalności, nie ma dwóch identycznych list marzeń, każdy ma swoją unikalną, indywidualną, skrojoną na własne potrzeby. Każda jest odwzorowaniem człowieka, który ją stworzył i każda może, ale nie musi zostać wprowadzona w życie.

Od kiedy wypisałam sobie te swoje marzenia, większe i mniejsze pragnienia czy po prostu zachcianki wydarzyło się wiele. Czasem przyszło mi szczęśliwie spełnić marzenie o którym dawno już zapomniałam, czasem lista pozwoliła przezwyciężyć wewnętrzne dylematy i zdecydować co mam zrobić. Prawdę mówiąc minusów tego przedsięwzięcia nie dostrzegam, a uczucie skreślania czegokolwiek z listy, z racji jego zrealizowania jest niesamowite. Zdecydowanie też jest jednym z moich ulubionych odczuwanych stanów.


Wszystko jest zmienne.


Jak jednak z każdą listą i lista marzeń wymaga pewnych weryfikacji, nie wszystko to co miało znaczenie jeszcze jakiś czas temu, ma je nadal. Nie wszystko jest tak samo ważne, a niektóre marzenia związane chociażby z konkretnymi osobami odejść musiały w zapomnienie. Usiadłam dzisiaj i zaczęłam przeglądać co też się pozmieniało w tym moim spisie. Doszłam przy okazji do wniosku, że oto jest ten moment, kiedy znaczna jego część powinna pojawić się na blogu spełniając przede wszystkim dwa zadania. Pierwsze, jako spis treści dla marzycielskiego cyklu, który swoje miejsce ma w czwartkowe popołudnia, drugie jako drogowskaz dla moich działań, no i pozostaje jeszcze kwestia inspiracji. Ja odnajduję jej przeogromne pokłady w internecie, uwielbiam czytać listy marzeń innych osób. Dlatego też podzielę się swoją, choć oczywiście daję sobie przyzwolenie na to, aby niektóre z pozycji zostały tylko dla mnie i aby stopień ich prywatności nie został zmieniony. Są takie marzenia, które tylko marzone po cichu potrafią utrzymać swoje piękno i takie, którymi po prostu nie chce dzielić się z nikim. Poniżej znajdziesz wszystkie pozostałe. Lista będzie aktualizowana, wraz z realizacją któregokolwiek pragnienia czy decyzją o dopisaniu kolejnego.



MOJA LISTA MARZEŃ

.

  1. Leciałam szybowcem

  2. Skoczyłam ze spadochronem

  3. Skoczyłam na bungee

  4. Zrobiłam sobie tatuaż – ta forma zdobienia ciała zawsze była i zapewne będzie dla mnie w pewien sposób niezwykła. Więcej w niej wyjątkowości niż mogłoby się wydawać. Przynajmniej w moim przypadku.

  5. Obejrzałam mecz Realu Madryt na Estadio Santiago Bernabéu – pragnienie, które zrodziło mi się kilka lat temu przez mojego ówczesnego chłopaka. Jego już w moim życiu nie ma, ale sympatia do klubu pozostała ta sama.

  6. Nauczyłam się pływać w różnych stylach – wstyd przyznać, ale wychowana nad jeziorem, potrafię pływać w sumie tylko jednym stylem.

  7. Byłam na koncercie Domowych Melodii – uwielbiam ten zespół, za oryginalność, za pozytywny wydźwięk tego co śpiewają i za lekkość z jaką wpadają w ucho. Bardzo chciałam usłyszeć ich na żywo i udało się to zrobić w niezwykłych okolicznościach.

  8. Pojechałam na Woodstock – ten festiwal to już w sumie legenda, nie tylko na naszym polskim podwórku. Mi osobiście kojarzący się z letnią beztroską, przygodą i całkowitą wolnością. Są też jednak mniej mu przychylne głosy, więc co? Musiałam sprawdzić na własnej skórze jak to jest.

  9. Byłam na Opener Festiwal – każdy festiwal ma swoją magię i każdą chcę przeżyć na swojej skórze.

  10. Nurkowałam na rafie koralowej u wybrzeży Australii – słyszałam wiele sprzecznych opinii na temat samego nurkowania. Oczywistym jest więc, że to kolejna rzecz, którą muszę sprawdzić sama na sobie, a jak już to robić to na najpiękniejszej i największej rafie koralowej świata.

  11. Pływałam z rekinami wielorybimi – najpierw dowiedziałam się o istnieniu tych pięknych ryb, potem o tym, że można z nimi popływać, a jeszcze później jak to pływanie wygląda i mam tak mieszane uczucia, że dalej nie wiem czy to marzenie zrealizuję. Z jednej strony bardzo bym chciała, z drugiej to kwestia tak wielu tematów, obok których nie można przejść obojętnie, że sama nie wiem.

  12. Jeździłam quadem po pustynnych wydmach.

  13. Byłam na przedstawieniu operowym w Austrii – jeżeli myślę o prawdziwej operze to w głowie mam od razu tę wiedeńską. Wyrobiła sobie niemały prestiż.

  14. Jeździłam nocą na nartach w Alpach – zobaczyłam kiedyś gdzieś w internecie zdjęcie z nocnego pustego stoku. Nawet nie wiem, gdzie było zrobione, ale od razu pojawiła mi się myśl, że ja tak bym chciała gdzieś we włoskich albo szwajcarskich klimatach.

  15. Prowadziłam poważną galę rozdania prestiżowych nagród – odstrojona w wieczorową suknie, ze stresem przed wystąpieniem na żywo w czymś co jest transmitowane na wielką skalę.

  16. Zagrałam w pełnometrażowym filmie, niekoniecznie rolę pierwszoplanową – bardziej chodzi mi o to, że chciałabym zobaczyć jak to wygląda od środka.

  17. Przejechałam się po torze wyścigowym możliwie najszybszym autem – takiej prędkości jak na torze nie osiągnę na zwykłej drodze.

  18. Mam dom z widokiem na góry i ocean.

  19. Posiadam sporą bibliotekę w domu – w pierwotnej wersji było, że „olbrzymią”, ale zmienia mi się podejście do czytanych książek i choć kupuję ich całkiem sporo, to jeżeli któraś nie jest warta tego, żeby do niej wrócić to staram się ich pozbywać. Liczy się jakość, liczy się przestrzeń.

  20. Zobaczyłam festiwal świateł w Polsce – wszelkie światła w każdej postaci, tworzące niesamowite spektakle zawsze będą wysoko na mojej liście rzeczy do zobaczenia.

  21. Uczestniczyłam w festiwalu lampionów w Tajlandii – dokładnie z tego samego powodu. Festiwal lampionów to miliony świateł. Niesamowite widowisko i fantastyczne przeżycie.

  22. Wzięłam udział w Hornecie.

  23. Podróżowałam koleją transsyberyjską – to jest marzenie tego typu przy którym już teraz wiem, że się zawiodę i że wyobrażam sobie to zbyt pozytywnie, zbyt magicznie i nakładam na to zbyt duże wyobrażenia. Miałam okazję rozmawiać z ludźmi, którzy taką podróż odbyli i zarówno to co mówili i to co pokazywali świadczyło za tym, że to nie jest aż tak wyjątkowe jak się wydaje. Mimo to kiedyś w ten pociąg wsiądę i napiję się w jednym z wagonów herbatki w szklance z przyjaznymi Rosjanami.

  24. Nauczyłam się pływać na plecach – w sumie można by było to podciągnąć pod te różne style z wcześniejszego podpunktu.

  25. Pojechałam do czarnobylskiej zony – to jest miejsce, które uważam, że po prostu trzeba w życiu zobaczyć na własne oczy. Bardzo wiele czytam na ten temat, znam je zarówno od historycznego tła jak i od tego jak jest traktowane obecnie. Chcę pojechać, stanąć tam i poczuć atmosferę tego miejsca. Kompletnie inaczej przeżywa się coś oglądając na ekranie, czytając o tym, kompletnie inaczej oglądając na własne oczy.

  26. Zrobiłam licencję pilota powietrznego – jeszcze nie tak dawno temu to było dość silne pragnienie. Potem poleciałam pierwszy raz samolotem i pojawiły się mieszane uczucia. Szansę na realizację podtrzymuje fakt, że ja latać pasażerskimi nie mam zamiaru.

  27. Zrobiłam prawo jazdy na motocykl – to kolejny symbol wolności, który znam i który bardzo lubię.
  28. I kupiłam sobie motocykl.

  29. Nauczyłam się płynnie posługiwać hiszpańskim i rosyjskim, o angielskim nie wspominając – te trzy języki wystarczą, żeby jako tako dogadać się z prawie całym światem, a że ja chcę w życiu zobaczyć jak najwięcej to z praktycznego punktu widzenia ich nauczenie się byłoby nie najgorszym pomysłem.

  30. Obejrzałam zorzę polarną w Kanadzie – zorza polarna to jedno z moich większy podróżniczych marzeń i prawdę mówiąc będę zachwycona niezależnie od tego gdzie przyjdzie mi ją zobaczyć.

  31. Mam tam też drewniany dom – sprytnie chciałam sobie połączyć te swoje pragnienia, zorzę, odwiedzenie i odkrywanie Kanady z posiadaniem tam swojego domu.

  32. Spędziłam Boże Narodzenie na Alasce – w drewnianym domku z kominkiem, widokiem na góry i ogromną ilością śniegu na dworze.

  33. Spędziłam je również w Australii – no i dla równowagi w kompletnie innym klimacie, gdzie świętuje się je serfując na desce w czapce św. Mikołaja.

  34. Byłam we Wrocławiu – dwa czy trzy lata temu. To był krótki wyjazd z rowerami, podczas którego zdarzyło się wiele fantastycznych rzeczy i podczas to którego podjęłam decyzję, że kiedyś zamieszkam w stolicy Dolnego Śląska. Udało się.

  35. Zwiedzałam Kraków– ileż to ja się nasłuchałam zachwytów nad tym miastem. Jaka ja sama byłam w końcu ucieszona kiedy nadarzyła się okazja, żeby do niego jechać i chociaż było naprawdę miło, bardzo fajnie się tam działo, to jednak zdecydowanie jest tylko jedna aglomeracja w Polsce, którą się zachwycam.

  36. Pojechałam do Sopotu i byłam zimą nad polskim morzem – bycie latem wydawało mi się oklepane, no i miałem je już za sobą. Jeździło się tam na letnie kolonie. Wymyśliłam sobie więc wyjazd zimowy. No i jak najbardziej go zrealizowałam, w ramach mojej morsowej przygody. Pojechałam tam w środku zimy i wzięłam udział w Międzynarodowym Zlocie Morsów. O Sopot zaś zahaczyłam wracając z morsowania w Szwecji. Nie dość, że to morsowanie to piękna sprawa to pozwoliła mi jeszcze wiele dobrego przeżyć.

  37. Wędrowałam po polskich górach o każdej porze roku – uwielbiam góry za tak wiele aspektów, że nawet nie zaczynam ich wymieniać, bo szybko bym nie skończyła. Dawno jednak nie było mnie na szlaku i bardzo chciałabym na niego wrócić.

  38. Uczestniczyłam w Blog Forum Gdańsk wiele dobrego słyszałam o tej konferencji, ale nie będzie mi jej doświadczyć na własnej skórze, bo zrezygnowano z jej organizacji.

  39. Sprawdziłam czy użytkownicy sprzętu Apple mają się faktycznie czym zachwycać – nie da się ukryć, że Steve Jobs zrobił dobrą robotę i z marki Apple stworzył powód do wielu dyskusji. Ja jak zwykle postanowiłam najpierw sprawdzić o co chodzi w tym całym fenomenie, a później wystawiać opinię. Zaczęło się od iphona, po którym stwierdziłam, że estetyka i płynność tego telefonu wygrywa wszystko. Tylko, że technicznie nie był aż takim szaleństwem. Zrezygnowałam, w sumie tylko po to by po kilku latach na nowo ich docenić.

  40. Spotkałam się z ekipą Busem przez Świat – nie pamiętam już nawet jak poznałam ekipę Busem przez Świat. Podróżują tak wiele, że w którymś momencie musieli dotrzeć i do mnie, a potem w ręce wpadła mi ich pierwsza książka, którą przeczytałam jednym tchem i wiedziałam, że będę chciała spotkać się z ludźmi, którzy robią to co i mi się marzy. Nadarzyła się okazja, był jakiś konkurs w którym wygrać można było min.: zamknięte, niewielkie spotkanie z nimi. Wzięłam udział. Wygrałam. Zdecydowanie było warto ich wysłuchać i z nimi porozmawiać.

  41. Rozszerzyłam swoją wiedzę na temat rozwoju duchowego – bardzo głęboko wierzę we wszystkie takie rzeczy jak prawo przyciągania, działanie podświadomości i pozytywne nastawienie do świata, życia i ludzi. Jestem przekonana, że na tych prostych rzeczach świat faktycznie opiera swoje funkcjonowanie. Dlatego jestem nimi zaintrygowana, dlatego chcę na ich temat wiedzieć jak najwięcej.

  42. Jeździłam gokartami – można by rzecz pierdoła, ale do tej pierdoły zbierałam się zdecydowanie zbyt długo.

  43. Nauczyłam się grać w bilard – pamiętam jak byłam pierdkiem i na jakieś rodzinnej imprezce moi starsi kuzyni grali w niego na poważnie, a ja prawie nic z tego nie rozumiałam. Nie wiedziałam jakie są zasady, co najważniejsze nigdy nie grałam. Wtedy byłam zdecydowanie za mała, a teraz z przyjemnością zawsze pójdę pograć.

  44. Odwiedziłam Disneyland – no kto nie chce odwiedzić tego popularnego parku rozrywki rodem z bajek dzieciństwa?

  45. Umiem pływać kajakiem. Pojechałam na spływ. – kolejna rzecz, której nigdy w życiu nie próbowałam, a która jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Nie wiem czy mi się spodoba, ale bardzo chcę spróbować.

  46. Wzięłam udział w ogólnokrajowym rajdzie rowerowym – a co jak już jazda rowerem sprawia mi tyle frajdy to mogę się i w jakimś poważnym rajdzie przejechać.

  47. Nauczyłam się zajebiście dobrze jeździć na łyżwach – mam naprawdę sporą frajdę z jeżdżenia po lodzie, ale trzeba oddać, że piruetów nie zakręcę, a chciałabym.

  48. Szkoliłam się u Tonego Robbinsa – przechodziłam już różne fascynacje rozwojem osobistym, obserwowałam działania wielu mniej i bardziej znanych czy lubianych, koniec końców wielu z nich porzuciłam. Pozostał Tony Robbins, który w tym momencie jest moim jedynym źródłem wiedzy w tym temacie i którego niezmiennie, od początku swojej przygody z zagadnieniami świadomego rozwoju, szanuję tak samo za wiedzę i podejście do tematu.

  49. Popłynęłam promem do Szwecji – nie pamiętam skąd mi się to marzenie wzięło, ale podróż promem była jedną z piękniejszych podróży jakie do tej pory odbyłam.

  50. Byłam na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie i we Wrocławiu – jestem ogromną fanką bożonarodzeniowej magii. Co roku zaciskam kciuki, żeby spadł śnieg, puszczam świąteczne playlisty i widzę w tych kilku dniach wiele, ale to wiele pięknego. Oczywistym jest więc, że chcę odwiedzić i miejsca, które są w pewnym sensie esencją tych świąt. Dla tej atmosfery.

  51. Odwiedziłam Mazury – wielbicielkę natury zawsze będzie do niej ciągnąć, w każdej możliwej postaci.

  52. Umiem jedną ze sztuk walki wschodniej – ogólnie jest we mnie potrzeba spróbowania jakiegoś sportu walki. Potrzeba, której wytłumaczyć nie umiem, ale której mam zamiar się poddać.

  53. Byłam na strzelnicy. Potrafię celnie strzelać – to akurat zasługa chyba filmów akcji i chociaż nie chciałabym nigdy w realnym życiu mieć nic wspólnego z bronią, ani do niczego co żywe strzelać, to w całkowicie kontrolowanej i bezpiecznej sytuacji chciałabym zobaczyć jak to jest.

  54. Sprawdziłam o co chodzi z tym zachwytem nad jogą – o praktyce jogi usłyszałam już kawał czas temu. Potem były inne aktywności i jakoś to tak uciekało, ale w końcu przyjdzie czas, że sprawdzę w czym jest ten fenomen i czy jest w ogóle.

  55. Nauczyłam się szyć i sama uszyłam sobie sukienkę – mama krawcowa, szyła mi stroje na bal karnawałowy, sukienki dla lalek i tym podobne rzeczy. Teraz mam nawet kilka koronawirusowych maseczek jej produkcji. Maszyna była w domu od zawsze i to kompletnie nie dziwne, że mnie po prostu fascynuje.

  56. Byłam na spływie pontonowym – takim górskim z bystrym nurtem i lekką obawą.

  57. Sprawdziłam czy jazda konno jest dla mnie – konie to zdecydowanie jedne z piękniejszych udomowionych zwierząt. Mają w sobie taki wrodzony wdzięk i elegancję, a przy tym kojarzą mi się z wolnością, siłą i pewnego rodzaju wrażliwością. W moich rodzinnych stronach był czas, że było ich naprawdę wiele, nigdy jednak nie miałam okazji usiąść i się przejechać na końskim grzbiecie, więc chcę to nadrobić i zobaczyć czy jest tak super jak sobie wyobrażam i czy mi się spodoba.

  58. Jeździłam konno o wschodzi słońca po plaży – ale to tylko w przypadku jeśli punkt wcześniej zakończy się sukcesem.

  59. Byłam na rejsie międzykontynentalnym – takie kilkumiesięczne przeniesienie się do innej rzeczywistości. Życie na innych zasadach, inny kontakt z resztą świata. Na względnie krótki odcinek czasu jest to bardzo intrygujące.

  60. Wzięłam udział w konferencji TED – te konferencje rozchodzą się dość sporym echem i nawet nasze polskie odsłony w wielu przypadkach trzymają bardzo dobry poziom. Słucham tych wystąpień, najczęściej zagranicznych. Chciałabym jednak kiedyś usiąść fizycznie na widowni.

  61. Wystąpiłam też na tej konferencji – a żeby było mało to chciałabym kiedyś mieć coś tak mądrego do powiedzenia, żeby tam faktycznie wyjść i ludziom o tym opowiadać.

  62. Byłam w filharmonii – bo o dziwo jeszcze nie byłam.

  63. Wystąpiłam przed 1000 osób mówiąc tylko w języku angielskim – takie pełne sprawdzenie moich umiejętności językowych.

  64. Pływałam prywatnym jachtem – kiedyś chciałam taki swój mieć, teraz średnio. Trafi się taka okazja spoko, nie to nie.

  65. I motorówką po lazurowej zatoce – za to motorówką albo skuteram wodnym po turkusowych wodach popływałabym bardzo chętnie.

  66. Byłam na najwyższym budynku Nowego Yorku
  67. I na najwyższym budynku świata – uwielbiam widoki z wysokości. Świat wygląda zupełnie inaczej. To inna szersza perspektywa, która jest po prostu piękna.

  68. Napisałam książkowy bestseller – to, że uwielbiam czytać książki jest ogólnie znane, to że uwielbiam pisać i że kiedyś pisałam ogromnie wiele opowiadań może już trochę mniej, ale nie da się ukryć, że bardzo, ale to bardzo chciałabym napisać i wydać swoją książkę.

  69. Wystąpiłam w hiszpańskiej telewizji mówiąc w tym języku – uwielbiam ten język, tak samo jak włoski i z perspektywy czasu patrząc żałuję, że nie przyłożyłam się do niego bardziej w liceum. Wcześniej już wspominałam, że chcę się go nauczyć, forma wywiadu z rodzimymi użytkownikami tego języka będzie dobrym sprawdzianem.

  70. Byłam na szkoleniu w Pradze – to było jedno z ważniejszy wydarzeń te dwa czy trzy lata temu. Bardzo wiele mi dało i cholernie się cieszę, że tam wtedy pojechałam, mimo tego, że w chwili obecnej bezpośrednio nie ma to żadnego przełożenia ani znaczenia.

  71. Przeszłam się Mostem Karola w Czechach – podczas tego samego wyjazdu. Boziu jaka tam była atmosfera, jakie były przepiękne widoki po przekroczeniu granicy i zanim dojechaliśmy do stolicy naszych południowych sąsiadów. To jedno z tych miejsc, które cieszy się dobrą sławą, a które ja widziałam od tej niereprezentatywnej strony i o którym nie wiem co myśleć.

  72. Zrealizowałam projekt 365dni! – miejmy nadzieję, że będzie okazja jeszcze o nim szerzej coś opowiedzieć.

  73. Byłam na Islandii podczas dnia polarnego – chociaż prawdę mówiąc nieważne kiedy, ważne żeby tam po prostu być. Islandia jest jednym z moich topowych miejsc do odwiedzenia.

  74. Jestem na emeryturze od 25 roku życia – tutaj trochę się pozmieniało. Mam nieco inne postrzeganie bycia na emeryturze i codziennej pracy. Póki co nie wykreślam, ale trzeba to brać z poprawką.

  75. Umiem serfować – wyobraź sobie: wiatr we włosach, zamykająca się fala, zachodzące słońce i podobno ogromna frajda jaką się z tej czynności czerpie.

  76. Przeprowadziłam wdzięcznościową akcję społeczną – bo wdzięczność to fantastyczne uczucie i trzeba propagować jego używane/ odczuwanie/praktykowanie.

  77. Mieszkałam na stacji polarnej przez pewien czas – jestem ogromnym ciepło ludkiem. Ujemne temperatury nie są dla mnie, a jednak tęsknie za zimami z mrozem i śniegiem, a jednak chciałabym się przenieść na chwilę do świata gdzie trwa w sumie wieczna zima i gdzie mogę zapomnieć o opalaniu się na słońcu. Chciałabym zobaczyć surowość tego miejsca na żywo. Doświadczyć tego zmarznięcia i radość z kubka ciepłej herbaty po powrocie z wyjścia na zewnątrz.

  78. Pracowałam na stacji paliw – to trochę irracjonalne pragnienie, nie wiedzieć czemu chciałabym zobaczyć jak to jest od wewnątrz i co najśmieszniejsze, wiem, że nie jestem jedyna z takim odczuciem.

  79. Byłam w każdej europejskiej stolicy – to chyba jedno z bardziej oklepanych podróżniczych marzeń na tego typu listach.

  80. Zoorganizowałam/ wzięłam udział w objazdówce po Europie – takiej busowej/ kamperowej albo samochodowej, gdzie każdy dzień to by była podróżnicza przygoda. Gdzie działo by się wiele, spotykałabym nowych ludzi i sprawdzała samą siebie.

  81. Mieszkałam w domku z drewna na oceanie – takim mniej lub bardziej instagramowym. Gdzie usypiałby mnie i budził szum oceanu, gdzie tuż po wyjściu mogłabym wskoczyć do błękitnej wody i gdzie czas płynął by innym rytmem.

  82. Zamieszkałam we Wrocławiu – podczas swojej pierwszej wizyty w stolicy Dolnego Śląska pomyślałam, że chciałabym w niej kiedyś zamieszkać. Minęło ponad 1,5 roku od kiedy to zrobiłam i zdecydowanie była to jedna z lepszych decyzji jakie mogłam podjąć.

  83. Piłam yerba matę w Argentynie – yerba bez dziwnych dodatków jest naprawdę fantastycznym wymysłem ludzkości i spróbuję tej „oryginalnej”, w którymkolwiek kraju, który uważa ją za swój napój narodowy.

  84. Mieszkałam u Indian – jeszcze kilka lat temu przeżywałam wielką fascynację indiańskimi plemionami. Ich wyglądem, kulturą, zwyczajami, nadal uważam, że wiele można się od nich nauczyć i jeżeli nie trafi się do podstawianej wioski dla białych turystów to taka wizyta może mieć sporą wartość.

  85. Byłam na meczu footbolu amerykańskiego – bo nigdy nie widziałam.

  86. Byłam na meczu żużlowym – pamiętam jak byłam pierwszy raz w podstawówce i jak mi się podobało, a potem nastąpiła naprawdę długa przerwa, bym teraz była fanką wrocławskiej drużyny.

  87. Kibicowałam polskim i amerykańskim koszykarzom podczas meczu na żywo.

  88. Mam swoje miejsce gastronomiczne ( kawiarnię / restauracje/ beach bar ) – wiem ile z takimi przedsięwzięciami jest pracy, że to nie jest takie łatwe jak się wszystkim wydaje i że trzeba to naprawdę dobrze ogarniać, żeby nie mieć dość, ale chciałabym kiedyś takie swoje miejsce mieć. No może więcej niż jedno, ale o tym więcej nic póki co nie powiem.

  89. Nauczyłam się robić fantastyczne zdjęcia – fotografia była, jest i zapewne będzie zawsze mi bliska. Nieważne w jakiej formie, chcę jednak, żeby nie zależnie od tego czy będzie do szuflady czy na światowe wystawy była po prostu zajebiście dobra.

  90. Mam swoją własną ciemnie fotograficzną, gdzie wywołuje zdjęcia – uwielbiam albumy ze zdjęciami, uwielbiam dotyk zdjęć i to z jaką uroczystością, błogością i spokojnym szczęściem wraca się do tych wszystkich uwiecznionych chwil. Pamiętam te filmy zawożone do fotografa, tą oszczędność klatek za dzieciaka i mam do tego duży sentyment.

  91. Sprawdziłam czy odżywanie się zgodnie z grupą krwi przynosi faktycznie niesamowite rezultaty – na temat takiego podejścia jest wiele opinii. Ja wychodzę z założenia, że najlepiej jest się wypowiadać na tematy, które się zna albo których się doświadczyło.

  92. Mam w domu specjalny kran do filtracji i mineralizacji wody – miałam okazję kiedyś być na imprezie u niesamowitej osoby, która prowadzi bardzo świadome życie. Zaskoczyła mnie kilkoma „gadżetami” które miała u siebie w domu, ale zdecydowanie to ten kran w kuchni i smak wody z niego wygrał wszystko. To nie prawda, że woda nie ma smaku i zawsze smakuje tak samo. Zdecydowanie nie prawda.

  93. Naprawiłam sobie wzrok. – nie mam szczególnie dużej wady wzroku, ale zdecydowanie bardziej wolę życie bez okularów, o których co chwilę zapominam.

  94. Nauczyłam się masażu – nigdy nie wiadomo kiedy takie umiejętności będą mogły się przydać.

  95. Zorganizowałam przebierane przyjęcie – bo jeszcze tego nie robiłam.

  96. Pływałam łódką w nocy, gdy na niebie było milion gwiazd.

  97. Dubbingowałam bajkę – polski bajkowy dubbing w wielu przypadkach to jest mistrzostwo świata. Chciałabym mieć kiedyś okazję uczestniczyć w tym od środka.

  98. Pływałam czy słuszniej powiedzieć latałam z wodnym plecakiem – jesu jaka z tego musi być frajda.

  99. Nauczyłam się skupiać na sobie – był czas, że o siebie dbałam, ale stawiałam też kilka innych osób przed sobą i przeżywałam poważne dylematy. Już tego nie mam i żyje mi się z tym cudownie.

  100. Przebiegłam maraton – to trochę szalony plan biorąc pod uwagę fakt, że bieganie nie jest moją ulubioną dyscypliną sportową, ale kiedyś wpadł mi taki pomysł do głowy, stwierdziłam, że w sumie czemu nie i istnieje ryzyko, że jeszcze faktycznie wprowadzę to w życie.

  101. Grałam w golfa.

  102. Robię zajebiste nalewki – jako babcia chcę mieć w spiżarni super nalewki, dobre na wszystko. Ich przyrządzania się jednak trzeba nauczyć wcześniej. Dlatego już zaczęłam.

  103. Byłam w rezerwacie żółwi. Udało mi się je zaobserwować – tu już nie mam takiego dylematu jak z rekinami wielorybimi, przede wszystkim z takiego powodu, że znalazłam miejsce w którym odbywa się to tak jak odbywać się powinny jakiekolwiek wydarzenia z dziko żyjącymi zwierzakami.

  104. Zgubiłam się w Rzymie – bo zgubienie się w nieznanym miejscu jest najlepszym sposobem na jego poznanie.

  105. Widziałam zachód słońca na oceanie – widziałam już jeden na Bałtyku i to był zdecydowanie jeden z piękniejszych zachodów słóńca jakie przyszło mi oglądać.

  106. Brałam udział w typowo włoskim albo francuskim zbiorze winogron i produkcji wina – chociaż ten pierwszy kojarzy mi się z większą radością, ale to może być pokłosie telewizyjnych i internetowych obrazów. Zweryfikuje.

  107. Zjadłam prawdziwą włoską pizzę – najbardziej oczywista rzecz do zrobienia we Włoszech. Tak samo jak zjedzenie lodów, wypicie aperolu i zjedzenie canzelone. Uwielbiam włoskie jedzenie i wiele jeszcze jest w tym temacie przede mną do odkrycia.

  108. Pływałam gondolą w Wenecji. – kolejny oklepany podróżniczy pomysł, który chcę też przeżyć.

  109. Piłam wino o złotej godzinie z widokiem na winnicę – i lokalną muzyką w tle, siedzą przy drewnianym stole z fantastycznymi ludźmi i zajadając się pysznymi rzeczami, które pomogłam chwilę wcześniej przygotować.

  110. Jeździłam rowerem o zachodzie słońca w Kalifornii – ogólnie ten kierunek świata mnie bardzo intryguje i kojarzy mi się z wiecznymi wakacjami, które właśnie na rowerze albo w samochodzie z odkrytym dachem chciałabym spędzić.

  111. Mam swoją bransoletkę wspomnień.

  112. Nauczyłam się robić zdjęcia analogowym aparatem – cyfrowe aparaty są super, dają tyle możliwości, że to głowa mała, ale jednak pewne ograniczenia wymuszają na nas większą kreatywność i o wiele większe skupienie i przemyślenie kadru. Dla mnie analogowa fotografia to czysta magia.

  113. Byłam na amerykańskiej lub australijskiej farmie, gdzie konno pędzi się bydło i stoją wiatraki do wody – był kiedyś taki serial w telewizji, gdzie akcja toczyła się właśnie na takiej farmie. Nie pamiętam co tam się działo, oprócz tego, że był jakieś siostry, ale przedstawiony tryb życia gdzieś zapadł w pamięci i obiecałam sobie, że kiedyś na żywo te wiatraki z wodą zobaczę.

  114. Obejrzałam Nędzników w teatrze – najpierw miałam styczność z filmem z 2012 roku, gdzie mnie po prostu zmiotło. Uwielbiam całym serduchem. Niesamowicie przygotowano cały musical i cudownie wywołano u mnie jako widza całą gamę emocji. Widziałam już nie raz i nie dwa. Potem jednak miałam okazję zobaczyć w teatrze, muzyka na żywo, wszystkie efekty, wypowiadane kwestie, których nie można było powtórzyć.. to kompletnie inny wymiar, magia teatru, którą się bardzo szybko wyczuwa i którą ja ubóstwiam. Siedziałam tam, wzruszałam się, płakałam, kibicowałam, obawiałam i śmiałam. To było zdecydowanie najlepsze przedstawienie jakie do tej pory widziałam.

  115. Medytowałam z mnichami w Indiach – medytacja to kolejny cudowny wymysł ludzkości, który praktykuję mniej lub bardziej, ale którego nie odpuszczam i którego tematykę chcę zgłębić bardziej u źródła.

  116. Stałam się kobietą czynu – taką co to wie, że trzeba robić swoje i nie ma, że się nie chce. Obecnie jeszcze się na tym niechceniu, w zbyt dużym stopniu, łapię.

  117. Byłam na karnawale w Brazylii – szkoda by było nie wziąć ani razu udziału w tej szalonej imprezie.

  118. Widziałam smoki na Komodo – o istnieniu tych stworzeń dowiedziałam się ze swojego ulubionego podróżniczo-marzycielskiego bloga. Przeczytałam artykuł, zobaczyłam zdjęcia i stwierdziłam, że nie ma opcji muszę zobaczyć na żywo.

  119. Byłam na Lombok.

  120. Zorganizowałam piknik – i już nawet wiem gdzie go we Wrocławiu zrobię. Na kolorowym kocyku, z wiklinowym koszem, w słoneczny dzień.

  121. Umiem zrobić zajebiście dobrą kawę – chociaż pijam ją niezwykle rzadko i jest naprawdę niewiele odnotowanych przypadków kiedy mi smakowała. To chcę się nauczyć jej prawidłowego przygotowywania, a nuż może wtedy zrozumiem tę miłość do tego napoju, jaką niektórzy posiadają.

  122. Przejechałam Norwegię pociągiem – to kraj, który ma niezwykle dobrze rozwiniętą trasę kolejową, a przy tym niesamowite krajobrazy, i miasta w wystarczających odległościach, żeby taka forma podróży miała faktycznie sens.

  123. Wzięłam udział w wydarzeniu z Nikiem Vuijcicem – nie mam takiej wiary jak posiada ten człowiek jeżeli chodzi o religię chrześcijańską, daleko mi też do wierzenia, że wszystko jest gdzieś tam zapisane i na nic nie mamy wpływu, ale bardzo chętnie wzięłabym udział w wydarzeniu z nim. Bo z tego co miałam okazję się zorientować to niezwykły człowiek.

  124. Byłam w Giraffe Manor Hotel – to akurat miejsce, które odkryłam strikte przez Instagram, a które ma fascynującą historię i które jest czymś więcej niż sposobem rozrywki dla turystów.

  125. Pracowałam w zoo – żeby jak najwięcej dowiedzieć się o tych niezwykłych zwierzakach jakie są w nich

  126. Oglądałam loty balonów i sama jednym z nich leciałam.

  127. Posiadam przezroczysty namiot do podróżowania – mój sposób podróżowania stale się zmienia, rozciąga i poszerza. Kiedyś to właśnie namioty, plecak na plecach i na ustach „ahoj przygodo” wydawały mi się wymarzonym sposobem odkrywania świata. Teraz podchodzę do tego troszkę inaczej i najzwyczajniej w świecie mieszam wszystko co mogę. Dlatego namiot w którym bezpiecznie mogłabym spędzić noc, a jednocześnie podziwiać niebo pełne gwiazd i jakiś fantastyczny widok nie jest na straconej pozycji.

  128. Piłam mleko prosto z kokosa na jakieś rajskiej wyspie – a potem położyłam się w hamaku i z szumem oceanu w tle podziwiałam zachód słońca.

  129. Zjadłam śniadanie na trawie w Central Park.

  130. Jechałam piętrowym autobusem w Londynie – no bo jak być w Londynie i tego nie zrobić?

  131. Przejechałam się paryską karuzelą pod wieżą Effla – Francja to ogólnie dla mnie trochę przereklamowany kraj, a najpewniej skończy się tak, że gdy już w końcu tam wyląduje to się zachwycę. Póki co mój jedyny plan na tę stronę świata to właśnie ta karuzela pod symbolem kraju.

  132. Zjadłam posiłek w restauracji z gwiazdką Miechelline – celebracji jedzenia nauczyłam się we Włoszech. Wcześniej aż tak wielkiej uwagi do tego co jem i jak to smakuje nie przykładałam. Owszem musiało być dobre, ale dopiero niedawno powstała poprzeczka, ze musi być o prawdziwie pyszne, żeby zasłużyło na uznanie. Miejsca odznaczoną tą gwiazdką są niby gwarantem jedzenia o wiele lepszego niż prawdziwie pyszne. Chcę tego doświadczyć.

  133. Wsiadłam do pociągu byle jakiego – ahoj przygodo! Dla mnie to nie tylko słowa znanej piosenki, a całkiem ciekawy pomysł na odkrycie nowego miejsca.

  134. Spałam pod gołym niebem – bez namiotu, z sufitem z miliona gwiazd.

  135. Spałam w igloo – nie wiem jak Ty, ale ja bardzo chciałam za dzieciaka, gdy zimy jeszcze były śnieżne i mroźne wybudowaś swoje własne igloo. Zafascynowana byłam Eskimosami i to jaki prowadzą tryb życia przez pewien komiks, który wiem, że jeszcze gdzieś w domu mam, a którego tytułu nie pamiętam. W każdy razie bohaterowie przenosili się tam w różne miejsca, podróżowali też sporadycznie w czasie i dość dokładnie było opisywane jak co się ma. Później okazało się, że też bardzo rzetelnie.

  136. Widziałam na własne oczy delfiny.

  137. Stanęłam na krawędzi Wielkiego Kanionu – no to cudo natury chcę zobaczyć przeogromnie bardzo.

  138. Odwiedziłam Laponię zimą – śnieg, renifery, sauna fińska i może jeszcze skutery śnieżne. Najlepiej w grudniu. Taki jest plan.

  139. Doświadczyłam kilkudniowej podróży konno, o ile jazda konno okażę się być dla mnie.

  140. Byłam na Męskim Graniu w Żywcu – uwielbiam to co jest robione w ramach Męskiego Grania.

  141. Byłam w Zatoce Rekina – tu też można spotkać rekina wielorybiego i przy okazji kilka innych. Tu jest największy na świecie teren łąk podwodnych i plaża na którą codziennie przypływają delfiny. Oprócz tego mnóstwo tu wraków u jakby tego było mało to zatoka u wybrzeży Australii, czyli kontynentu, który traktuję jak Włochy. Jeszcze nie byłam, a już uwielbiam.

  142. Zdobyłam Kilimandżaro – wspominałam, że uwielbiam góry? Gdzieś kiedyś widziałam jak taka wspinaczka wygląda i choć wymaga to jednak większego przygotowania niż założenia odpowiednich butów i zabrania ze sobą jedzenia w plecak to postanowiłam sobie podjąć się tego za kilka lat i faktycznie o świcie ten Dach Afryki zdobyć.

  143. Pojechałam na safari – ale takie jak należy, z poszanowaniem wszystkich praw natury, z odkrywaniem nieznanego świata, bez interwencji w niego.

  144. Wzięłam udział w wieczornym bankiecie – w sukni sunącej po ziemi i z lampką szampana w ręku.

  145. Zorganizowałam spotkanie z klasą maturalną po latach – miałam przyjemność fotografować taki zjazd maturalny po kilkudziesięciu latach i to jak Ci ludzie się ze sobą bawili i dogadywali było niezwykłe. To jak wspominali swoje szkolne lata. Ja taki zjazd widzę trochę wcześniej i nie wiem jak wypadnie, ale chcę go zorganizować. Z klasą z podstawówki też, bo miałam tam najlepszą ekipę pod słońcem.

  146. Zrobiłam komuś nieznajomemu prezent na święta.

  147. Opłaciłam czyjś przejazd na autostradzie – uważam, że to super sprawa. Taki drobny gest, a może komuś zrobić dzień, sprawić, że będzie mu po prostu miło. Słyszałam też historię o tym, że ludzie się w taki sposób poznawali, bo kierowca, który dostał przejazd w prezencie myślał, że to przez pomyłkę i gonił tego kto opłacił, żeby oddać mu pieniądze, a potem umawiali się na kawę bo się okazywało, że są z jednego miasta. Na taką historię co prawda nie liczę, ale dzień komuś taką w sumie pierdołą bym chętnie zrobiła. Muszę tylko zacząć jeździć po płatnych drogach.

  148. Tańczyłam w deszczu.

  149. Pojechałam autostopem za granicę – bo to musi być prawdziwa przygoda.

  150. Urządziłam wymarzony dom.

  151. Mam swoją markę ubrań – a w tym temacie to mam już nawet konkretne plany, więc nie powiem nic więcej, wyjdzie w przyszłości.

  152. Nauczyłam się malować akwarelami – ogromnie mi się podoba to co tym typem farb można zrobić. To że tak naprawdę trudno nam zapanować nad efektem koń coś podczas tworzenia nas raczej i tak zaskoczy.

  153. Umiem haftować – pragnienie zrodzone po zobaczeniu na Pintereście ręcznie wyszytych koszulek. Mulinę już kupiłam, igły też, został mi jeszcze tylko tamborek i wydziergam sobie wzór na koszulce albo na trampkach.

  154. Pomieszkiwałam w pałacu -tak jednorazowo, podczas jakiegoś wyjazdu. Minęły mi już dziecięce fantazje o tym, jakbym chciała mieć jakiś swój na wyłączność.

  155. Odkryłam piękno Drezna – to była ostatnia podróż tamtego roku. Spontaniczna, samochodowa, na weekend. Wystarczająca by wyrobić sobie zdanie na temat tego miasta.

  156. Spędziłam cały weekend w spa – opierdzielając się i nie robiąc absolutnie nic poza relaksacją.

  157. Podróżowałam za granicę kamperem – tuż za niemiecką granicę było mi zawsze jakoś nie po drodze. Nie ciągnęło mnie tam, ale wydarzenie z Tonym Robbinsem okazało się być wystarczającym powodem, żeby jednak odwiedzić tamte strony. Do Gielsenkirchen dotarłam kamperem i z dwóch powodów to była wyjątkowa podróż. Po pierwsze całkowicie odbyła się właśnie kamperem. Od wtedy wiem, że uwielbiam ten środek transportu. Po drugie zafascynowałam się niemieckim krajem i niedługo później znowu go odwiedziłam.

  158. Zwiedziłam Berlin i przekonałam się czy zachwyty nad nim są słuszne – nie było osoby, która nie chwaliłaby mi stolicy naszych zachodnich sąsiadów. Ile ja się zachwytów nasłuchałam, ile poleceń, ile przekonań, że muszę jechać. No i pojechałam.

  159. Zjechałam ze skoczni narciarskiej – w Zakopanym właśnie jest taka możliwość, aby zjechać ze skoczni, jak na wielkiej zjeżdżalni. W czasie kiedy tam byłam, było akurat zamknięte, ale może jeszcze, kiedyś, albo gdzieś indziej.

  160. Spałam w typowym górskim domku – to marzenie zrealizowane, choć chciałabym je jeszcze powtórzyć w wersji bardziej odludnjonej.

  161. Byłam na hip-hopowym koncercie – wpis wyjaśnia chyba wszystko. Nie byłam zwolenniczką tego typu muzyki, a potem sama kupiłam bilety na Hip-Hop Festiwal we Wrocławiu.

  162. Zaprojektowałam graficznie książkę – najlepiej taką dla dzieci albo tej młodszej młodzieży, gdzie obrazków jest wiele i gdzie za ich pomocą trzeba oddać piękno opowieści.

  163. Zjadłam typową romantyczną kolację przy świecach – ale taką wiesz z prawdziwego zdarzenia, w pełnym odpicowanym stroju, z więcej niż jedną świecką na stole i nastrojową muzyką w tle. Przeżyłam wiele niezwykle romantycznych chwil, żadna z nich nie była typowa i jeżeli miałabym je przehandlować za jedną taką kolację to bym tego nie zrobiła. Jak w wielu jednak przypadkach i tutaj jestem po prostu ciekawa, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę, że to zależy od człowieka.

  164. Zabrałam rodziców na „wakacje marzeń”

  165. Napisałam scenariusz do filmu lub sztuki teatralnej – duch pisarki wiecznie żywy, tym razem w nieco innym wydaniu.

  166. Postawiłam stopę na każdym z kontynentów. – to ukłon w stronę moich wszystkich podróżniczych planów. Jest ich szalenie wiele i znajdzie się po chociaż jednym z każdego kontynentu.

  167. Kupiłam sobie perukę.

  168. Nauczyłam się wiele i jeszcze więcej o właściowościach ziół. Umiem to wykorzystać w praktyce. – a to jest tak fascynująca sprawa, że zdecydowanie chcę się dowiedzieć w tym temacie więcej.

  169. Poszłam do kasyna w Las Vegas – nie byłam nigdy w żadnym kasynie, średnio mnie też kręcą takie miejsca, ale jak już bym miała kiedyś w jakimś być to właśnie w tym rozsławionym w mieście rozpusty.

  170. Zbudowałam domek na drzewie – to takie trochę marzenie z dzieciństwa, które miałam już kiedyś odpuścić, a potem na pintereście wynalazłam domki, które wyglądają tak, że szczęka opada i z całą pewnością nie są tylko do zabawy. Pragnienie wróciło.

  171. Spędziłam Dia de los Muertos w Meksyku – ten kawałek świata fascynuje mnie podwójnie, jak nie potrójnie. Meksyk jest w moim wyobrażeniu mieszanką wszystkiego co intensywne. Naooglądałam się już wiele na jego temat, naczytałam jeszcze więcej, teraz tylko pozostaje sprawdzić to na żywo, a chyba nie ma lepszej okazji niż w momencie ważnego dla danej kultury święta.

  172. Obejrzałam film w kinie samochodowym – to trochę pokłosie amerykańskich produkcji filmowych i tamtego sposobu spędzania czasu, które obecnie dociera i do naszej polskiej rzeczywistości. Okazuje się, że to marzenie będzie już w te wakacje bardzo łatwo zrealizować.

  173. Wzięłam udział jako widz w wyścigach konnych i obstawiałam swoich faworytów – tak dochodzę do wniosku, że bardzo wiele tych konnych przeżyć na tej mojej liście się znajduje.

  174. Zaprojektowałam grę planszową – jestem wielką fanką wszystkich planszówek, wieczorów im poświęconych, które zamieniają się w świt i wszystkich dyskusji jakie się w międzyczasie toczą. One zdecydowanie mają w sobie niesamowitą umiejętność łączenia ludzi. Chciałabym zaprojektować kiedyś jakąś od samego początku do samego końca.

  175. Stworzyłam swój literacki świat, tak jak np J.K.Rowling – to w temacie tej mojej własnej książki. Jednej z wielu.

  176. Nocowałam w szlacheckim dworku

  177. Poleciałam za granicę samolotem – a to się udało zrealizować przy okazji podróży do Włoch i szczerze mówiąc jakoś szczególnie się z tą formą podróżowania nie polubiłam

  178. Zbadałam urok Zakopanego – to miasto dość szumnie ogłasza się zimową stolicą Polski. Jak na mój gust zbyt szumnie, ale musiałam pojechać, żeby się o tym przekonać.

  179. Zweryfikowałam swoją niewytłumaczalną miłość do Włoch – uwielbiałam ten kraj zanim postawiłam na nim w ogóle po raz pierwszy swoją stopę. Potem udało mi się spędzić tam kilka dni i sympatia wcale nie zmalała.



Nie marzyłam o tym, a się przydarzyło.


Już jakiś czas temu na jednym z moich ulubionych fotograficznych blogów, gdzie w kadrach zamykana jest czysta magia, a autorka zajmuje się w życiu realizacją swoich marzeń, dojrzałam wpis zatytułowany “Lista zdarzeń” . Oczywiście ja jak to ja, ciekawskie zwierze, kliknęłam, przeczytałam i pomysłem się zachwyciłam. Bo przecież faktycznie są w naszym życiu rzeczy, o których moglibyśmy marzyć, z których nie zdajemy sobie sprawy, a które w wyniku końcowym i tak nam się przytrafiają i dech w piersiach zapierają swoją cudownością lub po prostu dość znacząco odbijają swą obecność. Zaczęłam tworzyć własną listę.


MOJA LISTA ZDARZEŃ


1. Zachód słońca na morzu, oglądany podczas powrotu ze Szwecji.
2. Podróż w busie na/ z pierwszego festiwalu Woodstock.
3. Śpiewanie w drodze na wrocławski festiwal piosenek z nieznajomymi w tramwaju
4. Wystąpienie przed ponad 200 osobową publicznością. 
5. Kolacja nad brzegiem jeziorka w berlińskim parku
6. Silent disco tańczone w Parku Sempione. 
7. Burza w wakacje 2016r. 
8. Koncert Fraszki i smażenie naleśników w środku nocy

.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu mojej listy marzeń i zdarzeń zapragniesz mieć swoje własne. Usiądziesz z kartką papieru, długopisem i wolną głową. Zadasz sobie pytanie czego pragniesz, co byś chciała w życiu zobaczyć, co przeżyć, kompletnie się nie ograniczając. Spiszesz to co pięknego Cię już spotkało, a wcale nie było w planach i uwierzysz, że faktycznie Twoje marzenia są na wyciągnięcie ręki.

__________________________________________________________________________________________

Te teksty również mogą Cię zainteresować:

.

Trzymaj się i do następnego!

.