Człowiek popularny i zmienność ludzka, oto przepis na hejt.

Chyba nigdy nie przestanie zadziwiać mnie fakt z jak wielką łatwością wystawia się osądy w internetowej przestrzeni. Jak szybko ludzie stają się ekspertami w dziedzinach, sytuacjach i wydarzeniach które nawet nie zostały w pełni pokazane czy wytłumaczone przez faktycznie zainteresowanych. Mało komu to jednak przeszkadza. W końcu nie trzeba mieć tak naprawdę powodu by wylać na kogokolwiek wiadro swoich frustracji. By zmieszać kogokolwiek z błotem pod przykrywką wyrażania własnego zdania.

Wczoraj, jedenastego lipca w świecie sportu działo się wiele, a może nawet jeszcze więcej. Djoković zrównał się z Nadalem i Federerem pod względem wielkoszlemowych tytułów. Anglicy pokazali jak wyobrażenie o danej nacji może rozminąć się z rzeczywistością, a Maciej Janowski swoim zejściem z podium Indywidualnych Mistrzostw Polski wywołał niemałe kontrowersje. No dobra, ogromne kontrowersje.

Im się nie dziwię. Dla porządku jednak. Maciej Janowski jest żużlowcem, jednym z najlepszych. Wczoraj brał udział w IMP, gdzie stawiany był jako faworyt z Bartoszem Zmarzlikiem, dwukrotnym Mistrzem Świata. To między nimi miała toczyć się największa walka. Oni mieli przynieść najwiecej emocji i jakby nie patrzeć dokładnie tak się stało. Pomiędzy panami zaiskrzyło i to mocno. Problem w tym, że nikt tak naprawdę nie wie co się wydarzyło. Telewizyjne kamery pokazały jedynie niefajne (choć niewiadomo czy celowe) zachowanie Zmarzlika, odpowiedź na to Janowskiego, krótką dyskusję między zawodnikami. Tyle. Później nastąpiło decydujące starcie na torze, z którego zwycięsko wyszedł Bartosz Zmarzlik. Tuż za nim uplasował się kapitan wrocławskiej drużyny. Nastąpiła dekoracja, został puszczony hymn kraju i po jego wysłuchaniu Janowski postanawia zejść ze sceny. Nie świętuje z pozostałą dwójką. Schodzi, a internet rozgrzewa się do czerwoności.

Co tam tak naprawdę zaszło?

O co chodziło i co się działo poza okiem kamery? Tego nie wie nikt. Choć internetowe komentarze pokazują coś zupełnie innego. W nich każdy wie najlepiej. Moje rozbawienie, oburzenie i zażenowanie budzi jednak przede wszystkim fakt, że większość tych opinii wygłoszonych na profilu Maćka jest idealnym przykładem na to, że ludzie zatracają granice w tej internetowej bańce. O zjawisku hejtu mówi się już od dawna i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić. Zbyt dużą łatwość sprawia napisanie komentarza, założenie fałszywego konta, wylanie swoich emocji na kogoś, kto ich wcale nie powinien przyjmować. Brakuje w tym wszystkim filtra rzeczywistości. Tego czegoś co na żywo nas zatrzymuje i karze się zastanowić czy aby na pewno to co pomyśleliśmy chcemy powiedzieć na głos komuś prosto w twarz. W Internecie wystarczy nacisnąć kilka klawiszy. Żywego człowieka zastępuje zdjęcie i pewność, że nie nastąpi bolesna dla nas konfrontacja.

Człowiek popularny.

Jest traktowany jak ziomek z ekipy, koleżanka z podwórka. Granica tej bliskiej zażyłości z kimś popularnym jest dziwnie przesunięta. Jakby sam fakt, że ktoś jest rozpoznawalny robił z niego kogoś zdecydowanie nam bliższego. Kogoś kogo faktycznie znamy, z kim się lubimy lub zupełnie nie. Wiesz tylko gdzie jest problem? Że te odczucia budowane są na podwalinach szczątkowych informacji, sympatii lub jej braku biorących się z zaobserwowanych wydarzeń. Z pewnych zachowań, które jednak jakby nie patrzeć są tylko pojedynczym puzzlem w wielotysięcznej układance.

Dobrze sobie z tego zdawać sprawę. Zanim się wsiądzie na konie i osły, i popędzi przelewać własną krew w obronie czy ataku kogoś kogo się tak naprawdę nie zna. Zanim się stanie w tym niebezpiecznie fanatycznym.

Jestem kibicką kilku drużyn i kilku indywidualnych zawodników. Na Instagramie obserwuję kilka popularnych osób z różnych dziedzin. Czasem coś mnie oburza, czasem coś mi się nie podoba. Jeżeli wygłaszam komentarz w tej sprawie to krytykuję zachowanie, a nie człowieka, który choć popularny nadal jest tylko i wyłącznie człowiekiem. Mającym prawo się mylić lub po prostu mieć swoje odmienne zdanie. Naprawdę nie wiem co trzeba mieć w głowie by komukolwiek życzyć śmierci z tego powodu. Dokładnie to wielu Anglików zrobiło wczoraj po przegranej. Życzyli śmierci ludziom, których kilka godzin wcześniej nosili na rękach. Nie wiem jak można wytłumaczyć wdeptywanie w ziemię kogokolwiek bo wyszedł odebrał nagrodę, wysłuchał hymnu i zszedł, gdy zostało oblewanie się szampanem. Nikt mi nie przetłumaczy, że okey jest zalewanie kogoś wyzwiskami bo jego projekt wymarzonego sklepu komuś z czymś się skojarzył. Łatwo, zbyt łatwo jest robić sobie z kogoś worek treningowy.

Zapominamy, że nasze komentarze nie świadczą tyle o komentowanym, a przede wszystkim o komentującym.

Wymaganie kultury od kogokolwiek jest sensowne tylko i wyłącznie jeżeli sam ją reprezentujesz. Pouczanie etyczne jeżeli sam sobie nie masz nic do zarzucenia. Przejawianie mowy nienawiści tylko w momencie kiedy sam jesteś w stanie się z nią zmierzyć. Internet jak wszystko inne może być świetnym miejscem, jeżeli tylko włączy się myślenie.

Trzymaj się i do następnego!
Kasia

Dodaj komentarz