Helios, czyli jak za małe pieniądze mieć piękny bokeh?

To jest chyba jednym z najbardziej popularnych analogowych obiektywów. Z całą pewnością zaczynając się interesować starszą optyką raczej prędzej niż później trafimy na któryś z nieśmiertelnych modeli Heliosa i jak wielu już przed nami zaczniemy się zastanawiać

Czy cokolwiek da się z nim zdziałać?

Prawdę mówiąc da się zdziałać o wiele więcej. Obecne sprzęty umożliwiają bezproblemowe podłączenie starego obiektywu do cyfrowego aparatu. Tym samym otwierając przed nami dostęp do pięknej plastyki jaką popisać się może wiele analogowych szkieł, a której nie uzyskamy w cyfrowych, nowocześniejszych odpowiednikach.

Skąd jednak tak wielka popularność Heliosa?

Wynika ona z bardzo prostego faktu. Obiektywy te wchodziły w skład aparatu marki Zenit, które kilkadziesiąt lat temu były dość popularne. Przywędrowały zza wschodniej granicy i świetnie sprawdziły się w roli prostych lustrzanek. Mało kto nie słyszał o tej marce, a przynajmniej tak wynika z moich osobistych doświadczeń. Radziecka produkcja była też, jak mi opowiadano, na miarę możliwości zwykłego człowieka. To dlatego znajdziemy ją u taty na strychu, u ciotki w kredensie i u chrzestnego w pudełku. To dlatego też obecnie występuje największe prawdopodobieństwo, że to właśnie od tego modelu rozpoczniesz swoją przygodę z obiektywami na gwint.

Czym jest mocowanie M42?

To z dzisiejszej perspektywy przestarzały sposób mocowania obiektywów. Wykorzystywało się do tego gwint o wyżej wspomnianej średnicy, który się po prostu wkręcało w korpus aparatu.

Rodzina gwintu 42m ma w swej historii doś burzliwe dzieje.

Zrodziła się w czasach, gdy Niemcy spokojnie wiedli swe zachodnie życie. Środkowe obszary ich kraju poszczycić się mogły jednym z najznakomitszych przedsiębiorstw optycznych, założonych przez Carla Zeissa. Właśnie tam, w roku 1938 opatentowano obiektyw z gwintem 42. Niczym startujący samolot, stale podnoszący pułap, obiektyw stawał sie coraz bardziej popularny i można by było przypuszczać, że odniesie niewiarygodny sukces, a na emeryturę odejdzie ze sławą niedoopisania, po drodze znajdując miłość swojego życia. Nic takiego się jednak nie stało i owszem jak chodzi o sferę uczuciową do małego obiektywu startowały aż trzy kandydatki: Pentax, Praktica i Ricoh, żadnej jednak bezpośrednio nie wybrał, zwodząc je wszystkie latami. Nie trudno jednak zauważyć, że lata jego wypłynięcia na świat ściśle powiazane są z II Wojną Światową, a miejsce urodzenia nie ułatwiło zadania. Koncern Zeissa podczas zmagań wojennych, jako specjalista w swej dziedzinie, dostarczał państwowej armii przyrządy celownicze oraz obserwacyjne. Wojska niemieckich nieprzyjaciół były ogromnie zainteresowane tymi technologiami. Kapitulacja Berlina ułatwiła im dostęp do dokumentów i patentów prestiżowego przedsiębiorstwa. Tak koniec końców, po podpisaniu różnych porozumień Amerykanie oddali ten teren władzy radzieckiej. Nasi wschodni sąsiedzi, zwyczajem wygranych wywieźli co zostało i co się dało. Tym sposobem dzieje rodziny małego giwntu 42m wędrują na wschód Europy, gdzie rosyjscy technicy adaptują go do słynnych aparatów marki Zenit. Czy to była miłość czy nie, obiektwy tego typu nierozerwalie kojarzą nam się obecnie z Heliosem podpinanym właśnie najczęściej do wschodniego aparatu. 

Oczywiście obiektywów z tego typu mocowaniem jest zdecydowanie więcej.

Po wypuszczeniu pierwszego modelu przez zakłady Zeiss w połowie XX wieku, mocowanie to tylko zyskiwało na popularności i wielu innych producentów na nim opierało działanie swoich obiektywów. To były piękne czasy kiedy wiele szkieł pasowało do niemalże każdego korpusu. To też dlatego zazwyczaj wystarcza jeden adapter do wszystkich starszych obiektywów. Później zaś nastały czasy mocowania bagnetowego, czyli tego które obecnie jest stosowane i zaczęły się czasy szkieł dedykowanych dla danej marki.

Jak więc obejść te różnice mocowania?

W najprostszy możliwy sposób, za pomocą adaptera, który na allegro można kupić w najtańszej wersji za mniej niż dwadzieścia zł. Ja od takiego właśnie wystartowałam stwierdzając, że jeżeli to nie zaskoczy to przynajmniej nie zmarnowałam zbyt wielu pieniędzy. Zdecydowanie jednak lepiej wcześniej nieco więcej poczytać, bo aparat każdej marki nieco inaczej zachowuje się po zamontowaniu takiej przejściówki. Kwestia rozgrywa się oczywiście najbardziej w obrębie potwierdzenia ostrości, czyli czegoś co jest cholernie pomocne.

Gdzie kupować stare obiektywy?

Pierwszą nasuwającą się odpowiedzią są oczywiście wszelkiego rodzaju aukcje i ogłoszenia internetowe. Tego wszystkiego jest naprawdę cała masa, wystarczy usiąść i troszkę poszperać. Aukcje internetowe są pełne ofert. Drugim miejscem, na którym ja osobiście upolwałam swoje drugie szkło starszej daty są wszystkiego rodzaju targi staroci, tzw pchlie targi. Tam można znaleźć prawdziwe cudeńka, w świetnym stanie i za naprawdę niewielkie pieniądze. No i czasami też serwisy ze sprzętem foto mogą nas pod tym względem zaskoczyć, ale, ale! Zanim pobiegniesz drogi czytelniku gdziekolwiek na wielkie poszukiwania, weź latarkę i wejdź na strych, do piwnicy lub garażu. Jeżeli tylko ktoś w Twej rodzinie interesował się fotografią to na pewno ma taki obiektyw w swoim posiadaniu! 

Obiektywy w pełni manualne mają cudowną zdolność do ogromnego podwyższania naszych umiejętności, nic bowiem automatyka za nas nie zrobi i wszystko leży w naszych łapkach. Dlatego właśnie dobrze jest z nimi się trochę „pobawić”. No i jeszcze ten bokeh..

Sesja o zachodzie słońca

Osobiście fanką plastyki wyłonionej z Heliosa jestem przeogromną. Uwielbiam nim pracować. Muszę się też przyznać, że interesuje mnie wiele innych starszych szkieł i w międzyczasie poluję na nowe analogi w swoich zbiorach. To bardziej niż pewne, że jeszcze nie raz zobaczycie u mnie zdjęcia namalowane starszym sprzętem. Dla mnie mają swój niepowtarzalny urok, ciekawe jak jest z Tobą?

Trzymaj się i do następnego!






Dodaj komentarz