Jak zacząć wyzwanie 365 zdjęć?

Bardzo długo omijałam jakiekolwiek wyzwania. Może nieco z obawy, że moja samodyscyplina okaże się niewystarczająca, a może też dlatego, że kojarzyły mi się one ze średnio wartościowymi treściami, na które nie chciałam marnować czasu. Raz wybudowane skojarzenie, po jakiś niezbyt trafnych doświadczeniach sprawiło, że omijałam takie działania. Nie żyło mi się z tego powodu ani lepiej ani gorzej, ot jedna z tych rzeczy, której braku nie zauważasz. Nie zastanawiasz się nad tym.

Internetowych wyzwań jest cała masa. Na każdy możliwy temat, przeprowadzone w przeróżnych formach. Na podstawie tych Instagramowych, w których udziału nie biorę, a które do mnie jednak docierają stwierdzam, że zainteresowanie tematem jest ogromne i super, bo przecież wyzwanie z założenia ma wpłynąć na nas rozwijająco.

Skąd wyzwanie 365 zdjęć w moim życiu?

Na pomysł zrealizowania rocznego projektu fotograficznego wpadłam będąc w liceum. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mój pomysł nie jest ani innowacyjny ani odkrywczy, że ktoś już na niego wpadł i zdążył opublikować w internetowej przestrzeni sprawiając, że na zawsze będzie powiązany już z tym konkretnym nazwiskiem. Choć może nie do końca, bo im więcej czytam na temat samego wyzwania, tym częściej dowiaduję się, że ktoś inny był jego pierwszym pomysłodawcą, inicjatorem wszystkiego i w sumie mnie to nie dziwi. Sama przecież wpadłam na to siedząc na łożku, bez wcześniejszych poszukiwań. Możemy się więc umówić, że nie było trudno tego dokonać i że proces wpadnięcia na ten genialny plan mógł nastąpić u kilku osób mniej więcej w tym samym czasie.

Czy przystąpiłam do natychmiastowej realizacji wyzwania, gdy już się zrodziło i w mojej głowie?

Absolutnie nie. Stwierdziłam, że skoro już ktoś posiada doświadczenie w tym temacie to nie omieszkam się z nim zapoznać, zobaczyć jak to wygląda od kuchni, upewnić się, że ma to sens. Tym sposobem przygniótł mnie ciężar rocznego zobowiązania, pojawiła się myśl, że chyba jednak nie mam na to czasu. Uświadomiłam sobie jak wielkie jest to zobowiązanie i przestałam czerpać z tego frajdę przynależną człowiekowi nieświadomemu, acz chętnemu do działania. Pomysł odłożyłam. Wracał do mnie w różnych momentach, nieco upierdliwie siedział z tyłu głowy, aż przyszedł 2020. Rok specyficzny, rok dziwny, rok, który w moim przeświadczeniu, trzeba jak najlepiej zamknąć.

>> Zobacz wpis: Wyzwanie 365! – gdzie na bieżąco dodawane są wykonane przeze mnie zdjęcia.

Gdy do Nowego Roku pozostawało ponad 40 dni wymyśliłam sobie, że wypiszę wszystkie rzeczy, które od dłuższego czasu chciałam zrobić, a na które brakowało czasu, na które nigdy w pełni nie skierowałam swej uwagi. Lista była całkiem spora, może nawet w ten zaskakujący sposób. Wybrałam z niej 7 rzeczy, które grały najgłośniej i najpiękniej w mojej serduchowej orkiestrze. Tym sposobem powstał artykuł, w którym opowiadam co chcę dokładnie zrobić i dlaczego. Upublicznienie swych planów wykorzystałam by jeszcze bardziej się zmobilizować i jak widać na załączonych obrazkach idzie mi całkiem nieźle.

Właśnie mija tydzień od kiedy realizuje projekt, jeszcze nie tak dawno wydający mi się czymś trudnym do zrealizowania. Nie zastanawiałam się w zeszły czwartek jak zacząć, tym razem się nie zastanawiałam. Wzięłam aparat i po prostu zrobiłam zdjęcie, skupiając się tylko na tym jednym dniu. Nie patrzę na to w skali roku, nie wybiegam myślami ile to jeszcze przede mną. Skupiam się na tym co się właśnie dzieje i nie ukrywam, że takie podejście ułatwia mi całe zadanie.

>> Odwiedź mnie na Instagramie: @katarzynasekleckaa

Jakie są korzyści płynące z wyzwania 365 i udziału w nim?

Wypowiem się tylko o tych, które u siebie zauważyłam po tych siedmiu dniach fotografowania. Gdy za miesiąc wrócę z podobnym podsumowaniem pewnie to zweryfikuję i uzupełnię w razie potrzeby.

Na ten moment to co się zadziało to przede wszystkim fakt, że w głowie fotografia zajmuje mi jeszcze więcej miejsca, a trzeba zaznaczyć, że i tak nie wypełniała małej przestrzeni. Sięgam częściej po aparat, więcej sytuacji analizuję pod względem światła i jeszcze bardziej patrzę na życiowe sceny przez pryzmat kadrów, które mogłabym wykonać. Obserwuję, analizuję, a w głowie pojawiają mi się coraz to nowsze pomysły na konkretne kadry, na konkretny sposób patrzenia na daną rzecz. Często odmienny od dotychczasowego. Dobrze mi z tym

Już w tym momencie, po zaledwie kilku dniach mogę stwierdzić, że to zapewnienie od osób, które wyzwanie mają za sobą, o tym, że warto i że zmienia się ogromnie wiele, jest prawdziwe. Jestem na początku, a już sama po sobie widzę jak odmiennie podchodzę do tematu. Stresowałam się, teraz już się tylko cieszę i choć wiem, że przede mną jeszcze nie jeden dzień próby, a potknięcia się zdarzą, to cieszę się bardzo, że się w końcu zdecydowałam się na wyzwanie. Fotograficzne wyzwanie.

A Ty, zdecydowałaś się już czy jeszcze czekasz?

Trzymaj się i do następnego!
Kasia 🙂

Dodaj komentarz