Kilka przemyśleń w Światowy Dzień Fotografii

Podejście do tematu fotografii zawsze będzie różne, barwne i niezwykle obszerne. Obecne możliwości sprzętowe sprawiły, że robimy zdjęcia wszystkiemu na każdym możliwym kroku, poczynając od jedzonego śniadania, przez to w co jesteśmy ubrani, przez przyjacielskie spotkania, rodzinne uroczystości, wydarzenia ważne dla miasta, kraju i globu. Od zdjęć makro po rozbudowane reportaże zwracające uwagę na światowe problemy. Trudno sobie na dobrą sprawę w tym momencie wyobrazić życie bez oprawy wizualnej. Przywykliśmy do tego, tak samo jak mieszkańcy Wrocławia do wykolejających się na potęgę tramwajów. Oswoiliśmy się z tym i zgodnie z tym żyjemy. Powstały zawody bezpośrednio związane z tą dziedziną sztuki i nie chodzi mi tylko, o pierwszych przychodzących na myśl, fotografów. Choć nie ma co ukrywać to właśnie na nich się najbardziej skupie. Jestem w końcu jednym z nich.

To, że środowisko fotograficzne to bardzo specyficzna grupa społeczna słyszał chyba każdy interesujący się tematem nieco bardziej. Mi osobiście trudno się wypowiadać, nie trafiłam jeszcze bowiem na przypadek potwierdzający tę regułę, ale może wszystko przede mną? Prawdę mówiąc wychodzę z założenia, że nie do końca chodzi tu o wykonywany zawód, a o to jakim się jest człowiekiem. Zawistnym, zadufanym w sobie i rzucającym kłody ludziom pod nogi można być w każdej branży. W każdej też można być po prostu człowiekiem. Uśmiechniętym, życzącym drugiemu jak najlepiej i posiadającym to przeświadczenie, że dla każdego jest miejsce w danej społeczności. Bo jest, choć czasem sama załamuje ręce nad tym co oglądam i mam ochotę krzyczeć, że to nie fotografia, a zbrodnia popełniana z czystą premedytacją.

Dlaczego więc uważam, że potrzebny jest zarówno profesjonalny fotograf jak i twórca zdjęć nieprofesjonalnych?

Powody są dwa i wyłożę je tak krótko jak się tylko da.

Po pierwsze dlatego, że jest zapotrzebowanie na jednych i drugich. Możemy sobie mówić co chcemy, ale potencjalni klienci mają swoje upodobania, przeświadczenia, podejścia do tematu. Nie możemy zapominać o tym, że to oni przede wszystkim mają być zadowoleni z efektu końcowego. Jeżeli im się podoba coś co dla nas jest symbolem fotograficznego kiczu to nic nam do tego. Rynek jest wbrew pozorom szerszy niż się wielu wydaje, a dany fotograf i tak nie chce pracować przecież z każdym. Konkretna osoba trafia do tego do kogo chce trafić. Nie ma co na siłę narzucać społeczeństwu, że tylko jeden sposób fotografowania i konkretny styl jest poprawny, słuszny i wpisuje się w kanon piękna. Dajmy żyć każdemu swoim życiem i jego poczuciem estetyki. Słuchaczy metalu nie przerzucimy nagle do filharmonii i vice versa, są fani jednego i drugiego. Jak zawsze i wszędzie. Fotografia pod tym względem nie jest w żaden sposób odkrywcza.

Po drugie jestem zwolenniczką zdania, że jeżeli chcesz się w czymś spróbować to jedyne co pozostaje, to to zrobić. Wszystkiego można się nauczyć i wbrew pozorom nie trzeba w tym celu kończyć specjalnych uniwersytetów. Jest masa kursów, warsztatów, możliwości spotkania się z osobami, które mają zdecydowanie większe doświadczenie. Każdy od czegoś zaczynał, nikt nie rodził się profesjonalistą. Tu pozostaje otwarta głowa, chęć do pracy i stopniowe podnoszenie sobie poprzeczki. Ponownie nic nowego. Bardzo nie lubię tych fotografów, którzy potrafią zjechać raczkujących w temacie i stwierdzić, że zrobili to dla ich dobra, bo w ich opinii ktoś się nie nadaje. Poodchodziłam z facebookowych grup, gdzie coś takiego mogłam zauważyć. W moim odczuciu to powinna być społeczność wzajemnego wsparcia i pomocy. Takiej chcę, takimi ludźmi się otaczam i polecam robić to każdemu, nie tylko fotografującym.

Co cenię w tej dziedzinie sztuki?

W artykule na temat rodzajów fotografii poruszałam już wątek tego, że w fotografii szalenie bardzo cenię fakt, że nie można jej zamknąć w żadne ramy, nic jej nie jesteśmy wstanie narzucić. To przedstawienie naszej formy postrzegania świata, a ta dla każdego może być zupełnie inna. Dla mnie to łapanie chwil szczęścia do których będzie można wracać, to zapis tych momentów, które wywoływały w nas szybsze bicie serca i łzy wzruszenia w oczach, ale to też trochę kreacja, pozwalająca pokazać, że świat widzę przez pryzmat lekkiej mgiełki człowieczego dobra i ciepła. Bardzo wierzę w to, że życie to niesamowicie piękna przygoda i właśnie tą wiarę chcę przemycać w swoich kadrach. Miłość, szczęście, bliskość, nadzieję, opowieść wywołującą odrobinę uśmiechu na twarzy.

Przy okazji chciałabym tworzyć też małe działa fotograficznej sztuki i to właśnie do tego w swych działaniach obecnie dążę. To z tego powodu wykupuje różne kursy, zdecydowanie lepszy sprzęt, czytam masę artykułów, słucham podcastów i wybieram się na warsztaty do jednej z najlepszych fotografek ślubnych w naszym kraju. Stawiam możliwie na jak największe doskonalenie się w tym, w czym upatruje sposobu na życie.

Zaczęło się bardzo niepozornie.

Od tatowego radzieckiego Zenita, którym zostało uwiecznione moje całe dzieciństwo. Magią było dla mnie to małe pudełko, którego działanie przekładało się na namacalne efekty po odebraniu wywołanych zdjęć u fotografa. Był film chowany przed słońcem i z namaszczeniem oglądane wywołane ujęcia. Były albumy opowiadające historie konkretnych wydarzeń i tajemnica pojawiających się prostokątnych zdjęć z małej rolki filmu. W końcu za każdym razem, gdy aparat był w użyciu rodziło się coraz większe zafascynowanie, które przełożyło się na zakup pierwszego kompaktu, a potem samodzielnie zbierane pieniądze na pierwszą lustrzankę. Boże, do tej pory pamiętam to uczucie satysfakcji, dumy i podekscytowania, gdy wychodziłam ze sklepu ze sprzętem, który teraz byłby moim ostatnim wyborem, a który pozwolił mi zakochać się w fotografii na całego.

Tyle cudownych wspomnień, tyle lekcji, doświadczeń, spotkań z ludźmi, a potem dwa lata przerwy, które pozwolił mi zrozumieć, że co bym nie robiła trudno będzie mi się pozbyć tego czegoś w środku, co mnie niezachwianie pcha w stronę aparatu.

Tylko, że wcale nie chcę się tego pozbyć.

Jakie są moje plany na najbliższą fotograficzną przyszłość?

O tą dalszą mnie nie pytajcie, bo sama jeszcze jestem przerażona i zarazem zafascynowana do jakich rozmiarów potrafiłam to wszystko w głowie wybudować i do czego doprowadzić. Teraz tylko trzeba przełożyć to na rzeczywistość poczynając od rzeczy małych:

  1. Oficjalne założenie firmy – chcę w pełni legalnie i zgodnie z prawem działać ze swoimi usługami i własna działalność jest na ten moment priorytetem.
  2. Wejście na szczyty fotografii portretowej, ale takiej zgodnej z tym co mi gra w duszy. Nie będę gnać za trendami i tym co jest zalecane. To ma być szczyt w moim osobistym rozrachunku i prawdę mówiąc to zadanie, przez ten jeden aspekt, zyskało ogromnie wiele do wymagań.
  3. Zatrzymać tak wiele pozytywnych emocji jak się tylko da, współpracując z ludźmi, którzy nie tylko rozumieją moje podejście do fotografii, ale i je podzielają.
  4. Zbudowanie wspierającej społeczności, skoncentrowanej na temacie fotografii – to jest dokładnie to o czym wspominałam kilka akapitów wcześniej. Da się to zrobić, już takie grupy powstają, a ja to światełko nadziei chcę po prostu nieść dalej.
  5. Zrealizować swoje wszystkie pomysł na sesje, choć to też trochę utrudnione zadanie, biorąc pod uwagę fakt, że co chwilę coś nowego rodzi mi się w głowie i co chwilę wpadam na jakiś nowy pomysł.

Na tym na ten moment poprzestańmy. Zdecydowanie mam tendencję do wybiegania w przyszłość, rozwijania wodzy fantazji i oddawaniu się przyszłości, tymczasem najważniejsze jest to co tu i teraz, a chwila obecna wygląda tak, że zaczyna się wszystko kręcić tak jak powinno i jestem za to ogromnie wdzięczna.

Trzymaj się i kciuki za mnie, do następnego!

Dodaj komentarz