Sesja w lesie. Kilka ujęć.

Jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi każda wykonana sesja bardzo wiele mnie uczy i przybliża do wypracowania własnego stylu. Po warsztatach u Eweliny Zięby długo zastanawiałam się nad tym co dla mnie osobiście oznacza ten fotograficzny styl działania. Dużo wtedy o tym rozmawiałyśmy. Ja jednak musiałam sobie wszystko, jak prawie zawsze, przeanalizować sama. Mieć pewność, że spojrzenie na ten temat jest całościowo moje. Ostatecznie doszłam do ogromnej ilości wniosków, ale tylko dwa z nich zostaną tutaj przywołane. Jeden podkreśla postawioną przeze mnie tezę, że niezależnie od dziedziny nie ma co narzucać na siebie w tym temacie presji. Wystarczy obserwować, analizować to co nam się podoba, jak działamy i w którą stronę idziemy. Wypracowywanie własnego stylu to według mnie naturalny proces, który co ważne może okazać się niezakończony. Ten fakt zaś łączy się z tym, że sposób naszego funkcjonowania będzie się po prostu zmieniał. Dobrze jest dać sobie przyzwolenie na wyjście z postawionej bańki. Kiedy twórcze działanie pcha w przeciwną stronę, niż do tej pory, to nie ma co się temu przeciwstawiać.

Każda sesja, każde kolejne spotkanie i wykonane zdjęcie pozwala lepiej poznać przede wszystkim swoje preferencje. Nadal noszę w sobie ogromnie silne przeświadczenie, że wszelkie twórcze inicjatywy mają nam służyć, wywoływać radość, rozwijać, być dla nas. Dopiero za tym w kolejce stają wszelkie techniczne określenia i chłodne kalkulacje.

Sesja z Elizą miała dwa oblicza. Główne przybrało formę pola pełnych słoneczników i już niedługo pokażę Wam co udało się nam tam zdziałać. Uwielbiam zdjęcia z tego spotkania bardzo. Fakt, ze dopiero teraz się nimi chwalę i chwalić będę świadczy jedynie o tym, że dość wiele się działo. Nadrabiamy jednak i wkraczamy w pełni do gry.

Trzymajcie się i do następnego!
Kasia 😉

Dodaj komentarz