Lista grudniowych przyjemności.

Zauważyłaś, że grudzień w konkursie na najbardziej magiczny miesiąc ma nieco łatwiej? Nawykowo już wiążemy ostatnie 30 dni roku z klimatyczną atmosferą. Nasze skojarzenie wybudowane jest na tyle silnie, że nawet brak śniegu, który stanowi podporę wszystkich grudniowych reklam, nam nie przeszkadza. Ostatni oddech odchodzącego roku jest dla nas symbolem rodzinnego czasu, zatrzymania się w codziennym biegu, ciepła bijącego nie tylko z rozpalonych kominków, ale i bardziej życzliwych ludzkich serc. To dość ciekawe, że właśnie wtedy gdy na dworze z natury najzimniej, w ludzkich duszach podobno najgoręcej.

Uwielbiam grudzień.

Święta, zapach mandarynek mieszający się z wonią cynamonu i ten rockowo bluesowy głos Chrisa Rea wyśpiewującego „Driving home for Christmas”. Doceniam rodzinne spotkania i to świąteczne zamieszanie. Serce bije mi szybciej na widok zapalonych na choince światełek, a brzuch jak co roku zadziwia mnie przy wigilijnym stole swą pojemnością. Wszystko to jest dla mnie powodem wielu radości, ale przecież grudzień to nie tylko te trzy dni. Nie tylko przez pryzmat świąt powinniśmy życzliwszym okiem patrzeć na pierwszy miesiąc kalendarzowej zimy. Nie tylko na bożonarodzeniowych przyjemnościach się skupiać. Bo tych może być zdecydowanie więcej i wcale nie trzeba na nie czekać kilkadziesiąt dni.

Jak umilić sobie czas w grudniowe popołudnia?

Poranki, wieczory? Dni wypełnione obowiązkami i całkowicie wolnymi od zobowiązań, tak by poczuć wyjątkowość tego czasu w roku? W bardzo prosty sposób. Nie potrzebujemy do tego celu absolutnie niczego wyszukanego. Tak naprawdę grudniowa atmosfera, tak często opisywana mianem magicznej, to nic innego jak co roku powtarzane czynności. Charakterystyczne tylko i wyłącznie dla tego czasu.

Wypiszę i podzielę się z Tobą tymi rzeczami, które sama praktykuję i co roku powtarzam. Swoją listą grudniowych przyjemności. Wspomnę też o tym co chciałabym zrobić i wyjaśnię dlaczego.

Moje sposoby na wprowadzenie przyjemnej atmosfery przed świętami:

Wypicie gorącej czekolady z piankami albo bitą śmietaną. Nie jedną i najlepiej w ulubionym kubku. Sposób jej przygotowania jest banalnie prosty i nie mówię tu tylko o podstawowej wersji, ale i tych z najróżniejszymi dodatkami.

Potrzebne składniki:
100 gram gorzkiej czekolady
250ml mleka
100ml kremowej śmietanki 30%
szczypta soli i cynamonu

Opcjonalne dodatki to: sproszkowane chilli, skórka startej pomarańczy, likier migdałowy, ciasteczka Oreo, korzenne przyprawy jak gałka muszkatołowa, kardamon czy imbir. Można też zrobić wersję waniliową.

Do dekoracji: pianki, bita śmietana, posypka czekoladowa, małe pralinki, płatki migdałowe.

Sposób przygotowania: Do garnka z grubym spodem wlewamy mleko i śmietankę. Dodajemy szczyptę soli wraz z szczyptą cynamonu. Podgrzewamy, dbając by nie nie zaczęło wrzeć. Łamiemy czekoladę i wrzucamy ją do ciepłego płynu. Energicznie mieszamy. Rozlewamy do szklanek i dekorujemy według uznania. Gotowe.

Wywołanie fotografii nagromadzonych przez ostatnie 11 miesięcy. Uwielbiam zdjęcia w formie fizycznej, poukładane w albumach albo włożone do pudełek. Zupełnie inaczej się je odbiera. Kompletnie inne wywołują emocje. W moim mniemaniu o wiele silniejsze. Zresztą dokładnie tak samo jest z rzeczami przywiezionymi z różnych miejsc.

W których też dobrze raz na jakiś czas zrobić porządek. Pamiątkę stanowić może wszystko i chyba najlepiej świadczy o tym to co znajduje się w mojej „skrzyni skarbów”. Drewnianym pudle stojącym w sypialni, do którego trafiają wszelkiego rodzaju symbole odbytych podróży i zdobytych doświadczeń. Rzeczy nierozerwalnie związane z danym wydarzeniem. Tym sposobem mam w swoich zasobach chociażby bilety z włoskiego metra, mapę Woodstockowego festiwalu, ulotkę z muzeum Hasiora w Zakopanem, którego nie miałam w planach odwiedzać, a które zrobiło na mnie spore wrażenie. To tam też schowany jest certyfikat po ostatnich warsztatach u Eweliny Zięby czy pierwsze szkice tatuażu, który z dumą noszę od ponad dwóch lat na swoim ciele.

Pamiątki mogą być efektem ubocznym pewnych działań, ale także stanowić rezultaty tych zaplanowanych, jak chociażby wykonanie świątecznej sesji fotograficznej. Dobrze jest wpisać sobie takie zadanie do kalendarza. To niesamowicie piękna sprawa, gdy wykonujesz takie zdjęcia co roku i możesz je sobie w późniejszym czasie zestawić. Zobaczyć wszystkie zmiany, które zaszły. Osobiście uwielbiam. Staram się sama jak wykonać jak najwięcej takich fotografii dla swojej rodziny. W tym roku startuję też z takimi sesjami dla innych, jeżeli chciałabyś z nich skorzystać to zapraszam do kontaktu.

Atmosfera jak z filmu.

Świetnym pomysłem na grudniowe zwolnienie jest oglądanie różnego rodzaju filmów. Obowiązkiem jest oczywiście romantyczna komedia, która od pierwszej minuty prowadzi nas do szczęśliwego zakończenia.

Można też zrobić maraton filmowy ulubionej serii.

Czy tak jak ja powrócić do produkcji Disneya. W grudniu zawsze przypominam sobie ulubione tytuły czy nadrabiam filmy, których nie widziałam. Pod tym względem zostanę raczej wiecznym dzieckiem. Jako niepoprawna optymistka cenię wszelkiego rodzaju historie o pokonywaniu przeciwności losu i osiąganiu celu. Lubię bajki, bo zawsze dobrze się kończą, ale też i dlatego, że bardzo często działają na mnie inspirująco, a może i nawet w jakiś sposób motywująco. Zamykają to co dobre w swoich kadrach i sprawiają, że podejście do świata, po ich obejrzeniu, jest jakieś takie bardziej uśmiechnięte.

Tak samo jak po poznaniu dobrej opowieści zamkniętej na kartkach książki. Jedną z moich najbardziej ulubionych rzeczy z listy grudniowych przyjemności jest czytanie książek właśnie. Mogę przesiedzieć cały dzień opatulona ciepłym kocykiem, pod ręką mając ciepłą herbatę, a w głowie myśli skoncentrowane wokół odkrywanej fabuły.

Za oknem powinny jeszcze wirować w powietrzu płatki śniegu, a z głośników wydobywać się dźwięki świątecznej składanki muzycznej. Początek miesiąca to idealny czas na przygotowanie ulubionych piosenek na kolejne dni. Jeżeli jednak uważasz, że to zbyt dużo roboty to śmiało możesz skorzystać z tej, zrobionej przeze mnie.

Na odpowiednią atmosferę w domu wpływają także ozdoby. Zaczynając od świątecznych poduszek na kanapie, przez świerkowe gałązki w wazonie, stroiki z suszoną pomarańczą, na różnego rodzaju światełkach kończąc. Tutaj wbrew pozorom wcale nie potrzeba wiele.

Prawdę mówiąc nawet możemy z tych wszystkich rzeczy zrezygnować, byleby pojawiła się ta najbardziej charakterystyczna ozdoba grudnia – choinka.

Doceń co masz, zauważ innych.

Koniec roku siłą rzeczy jest czasem, gdy zwalniamy i gdy oddajemy się myślom o tym co już za nami i jak wiele pięknego przed nami. W moim przypadku to też okres w którym chcę wiele rzecz zrobić, by w kolejne dwanaście miesięcy wejść z tak zwanym przytupem. O tym zresztą pisałam w osobym artykule.

Teraz dołożyłabym jeszcze do tych 7 rzeczy takie czynności jak chociażby częstsze odkładania telefonu. Niesamowity jest fakt jak bardzo, wielu z nas, przywiązanych jest do tego małego urządzenia i jak wiele nas przez to omija. Jak mniej doświadczamy.

Dlatego pomysłem wartym rozważenie jest pójście na spacer z wyłączonym urządzeniem. Skupiając się na tym jak jest pięknie, gdy śnieg przykryję białą kołdrą cały świat, jak mróz szczypie nas w policzki. Nie lubię zimna, ale muszę też przyznać, że bardzo cenię te momenty, gdy po dłuższym zimowy spacerze siadam przy piecu, w ręku mając gorącą herbatę z miodem. Te momenty akurat lubię bardzo.

Grudzień to też dobry moment by docenić to co się w życiu ma i gdzie się w nim jest. Choć oczywiście temat wdzięczności zawsze jest warty uwagi. Wydaje mi się, że jako Polacy mamy tendencję do umniejsza swoich sukcesów i do bagatelizowania dobrych momentów, a wyciągania na świecznik tych negatywnych. Całkowicie bezsensownie. O tym zresztą jakie są korzyści z praktykowania wdzięczności będę opowiadać w tematycznym wyzwaniu #tojapodziękuję, które startuje już 14 grudnia! Koniecznie zapisz sobie tę datę w kalendarzu!

Obok niej zaś dopisz sobie przypomnienie, by wszystkim swoim bliskim powiedzieć/pokazać, że są dla Ciebie ważni. To kolejna rzecz na którą nie zwracamy należytej uwagi, a powinniśmy. Każdy z nas lubi słyszeć, że jest kochany, lubiany, że się zauważa naszą obecność i się z niej cieszy. Pogłębia to relacje, poczucie wspólnoty, rodzi przekonanie, że ma się tego kogoś do kogo można zwrócić się ze wszystkim, a bardzo często to przekłada się na większą pewność w działaniu.

Tutaj również bardzo mile będą widziane wszelkiego rodzaju własnoręcznie robione prezenty, które dla mnie osobiście są nierozerwalnym elementem grudnia. Choć spójrzmy prawdzie w oczy, nie tylko te wykonane własnymi rękoma są dobrym pomysłem. Każdy prezent trzeba w końcu przemyśleć, żeby było to coś co wywoła faktyczną radość, a nie będzie punktem do odznaczenia na liście rzeczy do zrobienia. Każdy podarunek jest symbolem poświęconej uwagi i chęci sprawienia przyjemności.

Jakiś czas temu pojawiła mi się w głowie myśl o tym by wszystkim swoim znajomym wysłać tradycyjne kartki świąteczne. Podoba mi się idea wrzucanych kopert do skrzynki na listy, pozytywne zaskoczenie adresata. Dowód podjętego wysiłku. Może faktycznie w tym roku uda mi się ten zamysł zrealizować?

Z pomysłów do tej pory niewykonanych pojawia się też zagadnienie odkrycia nowych przepisów, wypróbowania nieznanych smaków, opierających się oczywiście na niesamowicie pachnących korzennych zapachach. Spędzam na gotowaniu coraz więcej czasu, więc naturalnym wydaje mi się, że i w grudniu będę działać w tym temacie. Sądzę jednak, że to dobry pomysł dla każdego. Zawsze dobrze jest przecież odkryć nowe ulubione potrawy, wzbogacić swoje domowe menu. Przekonać się, że wcale wiele nie potrzeba by przygotować w zaciszu własnych czterech ścian coś naprawdę pysznego.

Obowiązkowym punktem na liście grudniowych przyjemności jest dzień w piżamie, spędzony na całkowitym lenieniu się i delektowaniu się faktem, że nie trzeba nigdzie wychodzić, gdy pogoda za oknem straszy zimnem.

No i oczywiście zagranie w planszówki z przyjaciółmi.

Nie powinniśmy też w tym czasie zapominać o tych wszystkich, którzy są w gorszej sytuacji, którzy nie mają do kogo się zwrócić o pomoc i którzy zapewne przeżywają ten czas jeszcze bardziej. Mówię tyle o tym, że nie potrzeba wiele by stworzyć magiczną atmosferę, czasem jednak i to niewiele to zbyt dużo. Dlatego działajmy. Wesprzyjmy sprawdzoną akcję charytatywną, zostańmy woluntariuszem czy sami z siebie sprawmy komuś prezent. Tutaj możliwości jest mnóstwo, ludzi potrzebujących pomocy równie dużo i to nie tylko przez te 30 dni. Może to świąteczne pomaganie będzie zaczątkiem jakiegoś większego projektu „róbmy dobro”?

Powiem Ci tak całkowicie szczerze, że chciałabym aby ta ogląda w grudniu na ulicach życzliwość i większa odczuwana radość była normą i w pozostałe miesiące.

Ostatnie porządki. Przygotowanie się na nowe.

Nie jestem fanką styczniowego zmieniania życia. Skakania na głęboką wodę i wyrzutów sumienia pojawiających się, gdy skok nie wyszedł tak zjawisko jak się spodziewaliśmy. Zdążyłam się już przekonać, że zamiast jednej efektywnej sztuczki lepiej wykazać się długodystansową wytrwałością. Planowanie kolejnego roku rozpoczynam już w listopadzie, gdy robię urodzinowy rachunek sumienia będący tak naprawdę moją bazą całego późniejszego działania. Odpowiadam sobie wtedy na wszystkie te pytania, które pokazują mi co przez ostatnie 12 miesięcy mnie spotkało, co się wydarzyło, z czego się to wszystko wzięło i czy to w ogóle dobrze. Zapewne gdyby nie tak, a nie inaczej wypadające urodziny to robiłabym powolne podsumowanie właśnie w grudniu.

Później przychodzi moment, gdy siadam z kartką papieru i wypisuje wszelkiego rodzaju pomysły przychodzące mi do głowy. Nie zwracam uwagi na ich realność. Nie skupiam się na tym czy jestem w stanie następnego dnia wprowadzić je w życie. Po prostu piszę to co mi siedzi w głowie. Oczyszczam głowę. Zadziwiam się skalą w jakiej odbieram świat. Dopisuję punkty do swojej listy marzeń. Ustalam cele na przyszły rok.

Dorzucam do tego gruntowne porządki w różnych przestrzeniach i stwierdzam, że jestem przygotowana na to co nadchodzi. Muszę się przyznać, że nie jestem fanką sprzątania, ale bałaganu też nie. Mimo talentu zbierania na pierwszym miejscu staram się by mój dom nie był jednym wielkim magazynem, a przestrzeń internetowa nie wypełniała się małowartościowymi rzeczami. W ten sposób, cztery razy do roku, w tym w grudniu, robię całkowity przegląd szafy, posiadanych książek, ale i obserwowanych osób na Instagramie czy stron na Facebooku. Sprawdzam co jest jeszcze aktualnym zagadnieniem, a co było chwilowym zauroczeniem. To co okazuje się być już niewartościowe, niepotrzebne, nieaktualne zostaje rozdane, sprzedane, odobserwowywane albo po prostu wyrzucone. Lepiej żyje mi się, gdy pod ręką mam to z czego faktycznie korzystam i gdy nie muszą marnować czasu na wielkie poszukiwania.

Najbardziej świąteczne umilacze grudnia.

Wcześniej wspomniałam już o ozdabianiu domu, ubieraniu choinki czy pakowaniu prezentów teraz czas dorzucić do tego ostatnie elementy.

Po pierwsze pieczenie pierniczków. Ciasteczek, które właśnie teraz smakują najlepiej i pasują do aury najbardziej. Zawsze objadałam się tymi zrobionymi przez członków mojej rodziny. W tym roku mam zamiar sama kilkanaście zrobić. Dbając o to by były odstawione jak stróż w boże ciało, czy jakkolwiek brzmiało to przysłowie.

Po drugie zadbać trzeba o to by w domu pachniało grudniem i tutaj pewnie każdy z nas będzie miał lekko inne skojarzenia. Do pewniaków jednak można spokojnie wrzucić zapach mandarynek i pomarańczy, cynamonu czy świerkowych gałązek. Możemy postawić na gotowe zapachowe świeczki, możemy sami zrobić stroiki z szuszonymi pomarańczami czy laskami cynamonu.

Stworzenie własnej świątecznej tradycji. To może być absolutnie wszystko. Tak jak wspomniana w pierwszym akapicie rodzinna sesja powtarzana co roku, czy tak jak w moim przypadku dokupowanie jednej szklanej bombki o unikalnym kształcie. To wymyśliłam sobie rok temu, gdy pierwszy raz we wrocławskim domu dekorowałam choinkę. Bardzo spodobał mi się ten pomysł. Mam nadzieję, że uda mi się zgromadzić pokaźną kolekcję tych dekoracji.

Piękną sprawą są też wszelkiego rodzaju koncerty kolędy, które pewnie w tym roku nie będą niestety miały miejsca na żywo. Mimo to sądzę, że warto zainteresować się tematem i albo znaleźć coś w wersji online albo zapisać sobie pomysł na bardziej normalne święta. Na wspomnienie jednego z takich koncertów, na którym prawdę mówiąc znalazłam się przypadkiem, dalej mam na ciele ciarki. Niesamowite jak muzyka może na człowieka oddziaływać.

No i pozostaje nam sprawa adwentowego kalendarza. Nie mam tu zbyt wielkiego doświadczenia, bo jeżeli mnie pamięć nie zawodzi i niczego nie pominęłam to w tym roku otwieram swój pierwszy. Bardzo prosty, z czekoladkami, a dający mi masę radości. Te kalendarze jednak wypłynęły jakiś czas temu na szersze pole kreatywności i z tego co widziałam ludzie potrafią własnoręcznie wyczarować niesamowite cuda w tym temacie. Drugiego dnia grudnia może trochę późno o tym myśleć, ale zawsze warto się jeszcze przespacerować do sklepów i zakupić coś co sprawi nam codziennie małą przyjemność.

Zeszło mi na napisane tego artykułu o wiele więcej czasu niż zakładałam. Powstała jednak z niego niemała skarbnica pomysłów i inspiracji z których mam nadzieję skorzystasz. Wychodzę z założenia, że powinniśmy o siebie dbać i sprawiać sobie przyjemność tak często jak się tylko da, nie tylko przez trzy świąteczne dni w grudniu, a przez cały rok. Dlatego bardzo możliwe, że podobne wpisy pojawią się i w temacie innych miesięcy. Póki co skupmy się jednak na tym co obecnie nas dotyczy, czyli na tej niesamowitej grudniowej magii, która w powietrzu unosi się dzięki naszym działaniom.

Przyjemnego grudnia!
Kasia 🙂

Dodaj komentarz