Postanowienia na 2021!

Moja organizacja to wieczna walka. Głównie z samą sobą. Bardzo długo nawet nie zdawałam sobie sprawy, że biorę udział w jakimkolwiek starciu. Aż przychodził niespodziewanie ostateczny termin, zarywałam kolejną nockę, a mój organizm wewnątrz aż krzyczał o pomstę do nieba. Wrodzony perfekcjonizm nie pomagał wygłaszając jednak średnio sprawiedliwe osądy. Nie oszukujmy się on chciał mi tylko dokopać, zaczynało się sensownie, kończyło na duperelach sprzed dziesięciu lat. Skupiałam się wtedy maksymalnie i to czego nie mogłam zrobić przez miesiąc, robiłam przez kilka godzin. Wstyd się przyznać, ale przez sporą część swojego życia uważałam to za naprawdę dobrą taktykę. Fakt, że zarzucano mi, że się łatwo rozpraszam i już po prostu jestem typem człowieka działającego dopiero, gdy słyszy ostatni dzwonek też nie działał na korzyść. Aż w końcu do mnie dotarło. Szczęście w wywijaniu się z kłopotów, to nie jest najlepsza strategia i choć może nie zginę, to daleko też nie zajadę.

Zaczęłam planować. Oczywiście bezsensownie, w końcu nie miałam w tym zbyt wielkiego doświadczenia. Frustrowałam się rzeczami, które z perspektywy czasu nie powinny we mnie wywoływać żadnych emocji. Są przecież takie zagadnienia, których nie przeskoczę. Wszystko jednak rozbija się o znajomość swojej osoby i zdanie sobie sprawy, że mniej znaczy więcej.

Dużo rzeczy robiłam na opak, łudząc się, że to zadziała. Jeszcze więcej rzeczy od siebie wymagałam, potrafiąc być dla siebie bardzo surowym nauczycielem. Podejmowałam próbę za próbą wprowadzenia w swoje życie tego co sprawdzało się u innych, według ich opowieści i nie rozumiałam czemu nie mam takich samych wyników. Dziś już wiem i na wiedzy tej oparłam swoje najważniejsze założenia na najbliższe 12 miesięcy.

Jak wyglądają moje postanowienia na 2021?

Po pierwsze i może nawet najważniejsze zdałam sobie sprawę, że odpuszczanie czegokolwiek wcale nie jest złe. Co więcej, w tym roku mam zamiar odpuścić naprawdę wiele i skupić się tylko na tym co najważniejsze. Tak jak zauważyłam na Instagramie, w moim wydaniu to będzie raczej rok rzeczy małych i czuję się z tym faktem nad wyraz dobrze. Nie wszystko trzeba robić na raz, nawet się nie powinno. Co jednak ważniejsze, nawet jeżeli coś się rozpoczęło to nie trzeba tego na siłę ciągnąć ku końcowi.

W naszym życzliwie nastawionym społeczeństwie, zarówno do innych jak i do siebie, jest tendencja do demonizowania czegoś co zostaje przerwane. Tymczasem to jedna z typu tych najbardziej krzywdzących rzeczy, przez którą wielu z nas nie podejmuje takich decyzji jakie by faktycznie chciało. Odpuszczenie czegokolwiek czego się nie czuję czy w czym nie widzi się sensu nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie jest czymś niesłychanie dobrym i mam zamiar o tym pamiętać.

Przyjaźń z koncentracją.

W połączeniu z decyzją o tym, że biorę na tapet tylko jeden temat, może się to okazać kluczem do sukcesu. Rok 2021 to w założeniu czas w którym wymyślone pomysły zapisuję w specjalnie do tego przeznaczonym miejscu w kalendarzu. Roboczo nazwanym poczekalnią. Nie będę jednak gnała by wszystkie te idee przyjąć jak najszybciej w swym gabinecie nadawania ważności. Wręcz przeciwnie każda z nich będzie miała tyle czasu ile potrzeba by światu móc pokazać się w swojej najpiękniejszej wersji. Jakość, nie ilość. Jak największa koncentracja.

W pierwszym odruchu napisałam „pełna koncentracja”, ale nie chcę już się bawić w te skrajności, że albo wszystko albo nic. Nie chcę świętować tylko wtedy, gdy wykreślę wszystkie kwadraciki z lini nawyków czy zrealizuje wszelkie założenia. Czasem coś wypadnie, czasem mi się nie chce i czasem nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Czemu więc miałabym rezygnować z poczucia odniesionego sukcesu? Znam się na tyle dobrze, aby wiedzieć, że faktycznie bardziej cieszy mnie droga niż zarys założonego celu i odkładanego szczęścia. Wiem, że o wiele lepiej działa na mnie fakt zauważania mniejszych pozytywnych efektów niż jednego wielkiego. Daje sobie przy okazji przyzwolenie na to, że wcale nie musi być idealnie. Mogę się potknąć, ważne jest co zrobię po tym jak upadłam. Jeżeli otrzepię kolana i pójdę dalej, to nie widzę żadnego problemu.

Testowanie, sprawdzanie i czas dla siebie.

W noworocznych postanowieniach mam też wielkimi literami zapisane „zadbać o siebie”. Pod każdym możliwym względem. Tak bym czuła się ze sobą jeszcze lepiej niż teraz. W grę wchodzą faktycznie wszelkie możliwości. Zaczynając od tak drobnych spraw jak wizyta u fryzjera czy kosmetyczki. Przez podjęcie aktywności fizycznych dla lepszej kondycji i samopoczucia. Przepracowania niekorzystnych przekonań, które gdzieś tam jeszcze we mnie siedzą, aż do okresowych badań. Tych zalecanych do robienia co roku, a które ostatni raz wykonałam nie pamiętam kiedy. Chcę się rozwijać, mieć czas na czytanie książek i harmonogram dnia tak poukładany by nic nie siedziało mi z tyłu głowy. By miało swoje miejsce. To wszystko jednak będzie powstawać w wyniku podejmowanych prób i wynikających z nich błędów. Traktuję to jako naukę i z takim podejściem będę realizować w tym roku znaczną część wybranych przez siebie zagadnień.

Ograniczam też zdecydowanie swoją obecność we wszystkich mediach społecznościowych. Konsumpcja powtarzających się treści wystarczająco mocno mnie wynudziła. Mało tego zdążyła zasiać we mnie ziarenko wielu zwątpień we własne działania. Co nigdy, ale to absolutnie nigdy nie powinno mieć miejsca. W czasie świąteczno – noworocznego zwolnienia czasu zrezygnowałam z zwyczajowego używania telefonu i był to strzał w dziesiątkę, który staram się w nieco zmienionej formie utrzymywać.

Po za tym mam zamiar cieszyć się życiem jeszcze bardziej niż dotychczas. Ogromnie wiele fotografować, równie wiele pisać zarówno na bloga jak i do szuflady. Jeszcze mniej się martwić i zawsze być dobrej myśli. Taki jest plan i jak nigdy, jestem przekonana, że go faktycznie zrealizuję.

Trzymaj się i do następnego!
Kasia 🙂



Dodaj komentarz