Pozory mogą mylić. Obejrzałam film o Helmucie Newtonie.

W świecie fotografii jeszcze wiele przede mną do odkycia, a może słuszniej powiedzieć, że do przeżycia. W końcu to forma sztuki, tworu nastawionego na to by działać na uczuciową część naszego jestestwa. Wiele nie wiem, ogromu rzeczy nie widziałam i równie wiele rzeczy jest przede mną do wypróbowania. Staram się więc temu co nieznane wychodzić na przeciw. Czasem wbrew sobie, tak jak to miało miejsce w przypadku tytułowego filmu o Helmucie Newtonie.

No bo widzisz, ja tak po prawdzie to nie należałam do grona największych fanów tego artysty, do tych najmniejszych też nie. Nie wiedziałam o nim zbyt wiele, kojarzyłam kilka prac jego autorstwa i nie miałam względem nich zbyt wielu przyjemnych odczuć. Na studiach przerabialiśmy akurat zagadnienie fotografa. Zmuszeni zostaliśmy do obejrzenia filmu nudnego bardziej niż przywoływane flaki z olejem, w którym główną postacią był nie kto inny jak fotograf właśnie. Młody mężczyzna o niezwykle denerwującym sposobie bycia. Swoje modelki traktujący w sposób przedmiotowy. Co siłą rzeczy, we mnie kobiecie wzbudziło ogromne oburzenie, ale i swego rodzaju obrzydzenie. Film nie był przyjemnością i obejrzałam go z poczucia obowiązku, częściami. Tak bym mogła zabrać głos w planowanej na jego temat dyskusji. Ta z koleji była rzeczą fasycunjącą, która wiele dała mi w ogólnym spojrzeniu. Choć nie ze wszystkimi argumentami, które się pojawiły, mogłam się zgodzić, to niewątpliwie obraz tego obrzydliwego fotografa, zestawianego z myśliwym polującym na swoją ofiarę, wyrył się w mojej pamięci.

Na tyle mocno, że gdy ujrzałam bardzo charakterystyczne prace pana Helmuta samoistnie pojawiła mi się myśl, że filmowy fotograf pojawił się w rzeczywistości. Jak ja się myliłam. Budowanie sobie wizerunku fotografa przez pryzmat kilku jego prac okazał się wielkim nieporozumieniem, w którym gdyby nie film trwałabym dalej.

Do kina zdecydowałam się pójść trochę z przekory. Instagram bowiem na każdym kroku zachwalał mi tą produkcję, podkreślając jakim to niesamowitym człowiekiem był Newton. Kłóciło się to ze mną, wszystkie moja wyobrażenie były dalekie od tego co najlepsze. Chciałam się skonfrontować z rzeczywistością. Na film szłam z przekonaniem, że będzie to dla mnie osobiście ogromny ładunk emocjonalny. W czerwonym kinowym fotelu siadałam z przeświadczeniem, że najbliższe półtorej godziny będę „trawić” przez kolejne dni. Tymczasem obejrzałam bardzo dobrze zrealizowaną produkcję, która sprawiła, że Helmut Newton stał się jednym z najbardziej cenionych przeze mnie twórców. Od początku jednak.

„Helmut Newton: piękno i bestia”

Film rozpoczyna się od wygłoszenia przez Newtona opini na temat filmów o fotografach. Niezwykle zwięźle stwierdza on, że to nuda, bo zawsze wspomniane produkcje wyglądają tak samo. Fotograf pokazany głównie przez pryzmat pleców. Dźwięk naciskanej co chwilę migawki i wypowiedzi modelek przeplatane z opiniami fotografa na swój temat. Nic odkrywczego. Niczego innego jednak nie zastosowano i w produkcji o nim samym. Dostajemy najbardziej poprawny z poprawnych filmów, który chronologicznie przeprowadza nas przez życie boahtera. Dowiadujemy się w jakich okolicznościach nadział się na ogrodzenie w berlińskim parku jako sześciolatek. Kiedy kupił swój pierwszy aparat i jako to było być Żydem w nazistowskich Niemczech. Poznajemy historię wagarowania by tylko móc współpracować z pierwszą fotografką mody. O wyprawie do Azji i odnalezieniu życiowej miłości w Australii. Z drobnych rzeczy składamy sobie obraz człowieka odważnego, nie zwracającego do końca uwagi na świat i jego oczekiwania. Co chwilę pojawiają się nam na ekranie zdjęcia. Słyszymy ich historię opowiedziną przez obie zaangażowane strony. Kobiety podkreślają jak wyjątkowo się czuły, a sam Newton wyłania się jako twórca, który kobietami i ich siłą jest po prostu zafascynowany. Z każdą kolejną sesją, coraz dobitniej zauważam, że zastosowane przez niego metody mają za zadanie pokazać kobietę jako istotę władczą, posiadającą ogromną moc, niezależnie od tego w jakiej sytuacji się znajduje. Zaczynam Pana Helmuta lubić, a jeszcze nawet nie jesteśmy w połowie filmu.

Charakterystyczny styl.

Czarno białe wyraziste zdjęcia nagich kobiet, są znakiem rozpoznawczym tego fotografa i naprawdę trudno pomylić go z jakimkolwiek innym twórcą. To co robił nie było jednak przyjmowane z oklaskami na stojąco. Wręcz przeciwnie Newton swoją twórczością co chwilę wywoływał skandale. Zwłaszcza, że pracował dla największych magazynów modowych i w wielu przypadkach z największymi wówczas nazwiskami. Niejednokrotnie zarzucano mu rasizm, mizoginie czy seksizm. Co więcej robi się to także współcześnie, zwłaszcza teraz gdy tak wiele mówi się o tego typu zjawiskach. W moim przekonaniu jednak Helmut Newton był faktycznie zafascynowany kobietami i równie mocno samą fotografią. Ze źródeł z którymi się zapoznałam rodzi się obraz człowieka z pasją, tą szczerą i ogromną. Tym czym zaimponował mi jednak najbardziej to faktem, że działał tylko i wyłącznie na swoich zasadach. Miał odwagę realizować swoje wizje i za niczym nie gonił, nic nikomu na siłę nie udowadniał. Sprawiał wrażenie, jakby rodzące się wokół niego skandale nie miały dla niego żadnego znaczenia. Do samego życia i profesji fotografa podchodził w konkretny sposób. Nie robił z siebie gwiazdy, choć robił ogromną karierę. Na castingach modelek, rozmawiał z każdą i każdej mówił coś miłego, tak by jak to zostało przez niego w filmie stwierdzone „nie zrobiło im się przykro, że się nie dostały do tego projektu”.

To był człowiek, który cieszył się życiem, próbował, eksperymentował, dział. Dziecko zamknięte w ciele dorosłego mężczyzny, który jednak stale miał ten sam łobuzierski błysk w oku. Bardzo polubiłam jego postać i obiecałam sobie, że dowiem się o nim jeszcze więcej, a teraz póki jest i okazja odwiedzę wystawę jego prac w Toruniu. Całe szczęście, przedłużoną do 18 kwietnia.

Film zdecydowanie jest wart obejrzenia, ale sądzę, że jeszcze bardziej warto przyjrzeć się po prostu sylwetce Helmuta Newtona niezależnie od tego czy się interesujsz fotografią czy nie, znajdziesz w jego postawie masę inspiracji.

Trzymaj się i do następnego!
Kasia 🙂

Dodaj komentarz