Porozmawiajmy o adopcji, czyli sesja z psem w domowym ogrodzie.

Wszystkie sesje są dla mnie wyjątkowe, wszystkie ważne. Są też takie, które są szczególnie osobiste i nie mogę na nie patrzeć bez charakterystycznego uczucia ciepła, a przede wszystkim wzruszenia na serduchu. Dokładnie tak jest z sesją, której efekty chcę Ci dzisiaj przedstawić. Z Dominiką spotkałyśmy się w przydomowym ogrodzie, gdy Klara – jej pies adopciak rwał się do zabawy, a z nieba nacierały na nas błyszczące oddziały śniegu. Było pięknie, ale my nie miałyśmy zbyt wiele czasu. Nasze działania musiały być więc maksymalnie sprawne i trzeba przyznać, że całą sprawę ułatwiał fakt, że umiemy zrozumieć się bez słów.

Bo widzisz, osobistość tej sesji polega na tym, że przed moim obiektywem stanęła, po raz kolejny, ta sama kobieta, której zrobiłam swoją pierwszą sesję w życiu. Ta sama, która angażowała się we wszystkie moje fotograficzne pomysły i która wspiera mnie od samego początku. Moja najlepsza przyjaciółka.

Z Dominiką znamy się od 13 lat i jak nie trudno się domyślić przeszłyśmy przez ten czas naprawdę wiele. To z nią siedziałam do rana na nockach i gadałam o wszystkim i niczym, to jej opowieści słuchałam o obiekcie ówczesnego zauroczenia i dokładnie z tego samego się zwierzałam. Razem przeżywałyśmy pierwsze poważne związki, te niby „na całe życie” i razem leczyłyśmy swoje rany, gdy już się zakończyły. A teraz z nieco większym bagażem doświadczeń, nadal młode i nierozważne towarzyszymy sobie w tej szalonej dorosłości. Cieszę się z tej relacji i wdzięczna za nią jestem ogromnie, bo choć o Dominice vel Miśce opowiadać można wiele, to wszystko sprowadza się do stwierdzenia, że jest po prostu dobrym człowiekiem. Dlatego kompletnie nie zdziwił mnie fakt, gdy pochwaliła mi się adopcją Klary i z tego samego powodu właśnie ją, postanowiłam odpytać o tę decyzję i związane z nią konsekwencje. Całe życie otoczona przez psy jak nikt wie jak wielka jest to odpowiedzialność. Dlaczego więc się na to zdecydowała?

Dominika: Nie pamiętam momentu w życiu, w jakim nie towarzyszyłby mojej rodzinie pies. Jeszcze zanim pojawiłam się ja, obecność psa była czymś normalnym. Myślę, że dzięki temu nauczyłam się wrażliwości i empatii, zwłaszcza do zwierząt. Mając już 4 lata W KOŃCU bez problemu „oddałam” smoczek naszej Perełce ( kundelek przypominający corgi) bo ona też była mała i potrzebowała go bardziej niż ja. Mój partner z kolei jest kociarzem, nie było jednak trudno przekonać go, że psy to sympatyczne zwierzęta. Berneńskie psy pasterskie tak go oczarowały, że sam się tego nie spodziewał. Pochodząc ze zwierzęcych domów, odczuwa się jakąś pustkę, gdy ich nie ma. Rozmowy odnośnie adopcji trwały jakiś czas i zwykle kończyło się na „kiedyś zaadoptujemy”. Potrzebowaliśmy impulsu jakim było ogłoszenie o psiaku do adopcji.

Kasia: Trzeba przyznać z pewnym smutkiem, że takich ogłoszeń jest naprawdę wiele. Z łatwością odnaleźć można je w internetowej przestrzeni. Wystarczy dodać się do tematycznych grup na facebooku czy zaobserwować profile schronisk, przytulisk, fundacji, ekostraży albo domów tymczasowych. Większość z nich na bieżąco wrzuca informacje o swoich podopiecznych wraz ze zdjęciami. Muszę się przyznać, że mi nie raz zdażyło się popłakać przed ekranem komputera, gdy czytałam historię jakiegoś zwierzaka. A jak jest z historią Klary?

Dominika: Klara zanim trafiła do Fundacji, a z niej do Domu Tymczasowego tak właściwie była Sarą. Wiodła życie łańcuchowe na wsi, do czasu aż jej właścicielka nie zdenerwowała się, że cały czas ma szczeniaki. Skontaktowała się z fundacją, aby zabrała nowo urodzone maleństwa, ale usłyszała, że najpewniej nie przeżyją bez matki. Oddała więc całą zgraję. Klara nie jest dużym psem, a niestety ślad po łańcuchu był na tyle głęboki, że myślałam że nigdy nie zarośnie sierścią. Całe szczęście stało się inaczej i nie widać już śladów poprzedniego życia. Jej historia w porównaniu do innych nie jest tragiczna, ale cieszy mnie to. Świadczy co prawda o dużej nieświadomości ludzi, zwłaszcza na wsi, ale widać że poprzednia właścicielka nie była złym człowiekiem – nie chciała zrobić krzywdy szczeniakom. Nie wyrzuciła ich do lasu czy do jeziora. Była po prostu nieświadomym właścicielem, bo niestety opiekunem nie mogę jej nazwać.

Kasia: Zobaczyliście ogłoszenie, skontaktowaliście się w jego sprawie i z tego co mi wiadomo pojechaliście na żywo sprawdzić czy sobie nawzajem podpasujecie. Testy przeszły pomyślnie, padła ostateczna decyzja o adopcji. Jak to wszystko przebiegało?

Dominika: Mieliśmy na tyle ułatwiony proces, że nie musieliśmy wypełniać ankiety adopcyjnej. Moja dobra znajoma ze studiów często zajmuje się zwierzakami jako Dom Tymczasowy. Psiaki mają w nim możliwość na wyzdrowienie, rekonwalescencję czy naukę przygotowującą do zamieszkania w domu. Natalka (którą pozdrawiam serdecznie) zdążyła, przez 3.5 roku naszej znajomości, poznać mnie i moje podejście. Wiedziała gdzie pies by trafił. No i zadziałała także szybkość w odezwie – jak tylko pojawiło się ogłoszenie, nie zawahaliśmy się. Okazało się, że jesteśmy pierwszymi zainteresowanymi.
Klarę czekała jeszcze kastracja, z tego powodu mieliśmy czas na przygotowanie wyprawki. Pomogli nam znajomi – ktoś miał miskę, ktoś obcążki do pazurów które leżały, więc wydatki trochę się nam ograniczyły. Zanim Niunia pojechała na zabieg, odwiedziliśmy ją i zostawiliśmy szelki, kocyk, zabawkę – żeby przeszły jej zapachem co mogło ograniczyć stres związany z jej zabraniem z Domu Tymczasowego (i myślę że podziałało. W naszym domu od razu wiedziała gdzie powinna się położyć). Po tygodniu od zabiegu, jeszcze w kubraczku, ale już bezpieczna, trafiła do nas. Tu należy wspomnieć, że nie każda adopcja ma taki szybki przebieg. Zwykle ankieta adopcyjna jest konieczna i nie jest to ze złej woli i tworzenia niepotrzebnej papierologii, a wręcz przeciwnie. Osoby które wydają psa chcą mieć pewność, że stworzenie któremu pomogły i do którego po ludzku się przywiązały – trafia w dobre ręce świadomego opiekuna.

Kasia: Wspomniałaś o wyprawce i związanymi z tym wydatkami. To z całą pewnością jest coś z czym trzeba się na początku liczyć, zwłaszcza jeżeli to nasz pierwszy zwierzak. Jak wygląda reszta wydatków zarówno tych adopcyjnych jak i już poadopcyjnych?

Dominika: Sam proces adopcji nie jest drogi – w naszym wypadku były to jedynie koszty paliwa (jechaliśmy około 200km w jedną stronę). Koszt posiadania psa to już inna sprawa. Wiąże się z wielkością i predyspozycjami psa do dolegliwości. Niektóre muszą przyjmować leki na stałe, inne nie, a jeszcze u innych może dziać się coś na starość czy nagle odezwać się alergia lub nietolerancja. Nagła wizyta u weterynarza, zwłaszcza w dużym mieście, to też nie jest tania kwestia.

Kasia: Adopcja zarówno psa jak i każdego innego zwierzęcia to bardzo odpowiedzialna sprawa. Czy mieliście w związku z nią jakieś obawy? Było coś co Was niepokoiło, a później faktycznie przełożyło się na rzeczywistość?

Dominika: Przed adopcją nie mieliśmy obaw. Jedynie wiedzieliśmy, że Klara ma problem z niezależnością i najpewniej ma lęk separacyjny. Stwierdziliśmy że damy radę nad nim pracować. Niestety problem okazał się większy niż się spodziewaliśmy i na ten moment skłaniamy się by poprosić o pomoc specjalistę – behawiorystę. Niestety nie zawsze jest się w stanie samemu pomóc psu.

Kasia: Czym taki lęk separacyjny się objawia? Jak sobie z tym na ten moment radzicie?

Dominika: Klara potrzebuje obecności człowieka, zwłaszcza mojej. Sama nie jest w stanie sobie poradzić z emocjami, wyje i szczeka jakby wołała o pomoc. O tyle dobrze, że nie gryzie. W skrajnych przypadkach zdarzyło się jej załatwić w domu, ale to nie z potrzeby, a ze stresu. Póki mamy sytuację jaką mamy w kraju i jestem w domu, w teorii jest dobrze. Jednak problemem jest nawet moje wyjście do sklepu (wspomniane wycie). Częste uspokajanie przez Kamila, mojego partnera, nie działa. Dlatego będziemy ćwiczyć pod okiem specjalisty. Dobro i poczucie jej bezpieczeństwa jest dla nas ważne. Jesteśmy też na ten moment ograniczeni jeszcze bardziej z wychodzeniem – bez psa praktycznie się nie ruszamy, żeby nie stresować jej dodatkowo. Całe szczęście rodzina i znajomi póki co nie mają nic przeciwko psiakowi.

Kasia: Bo to przekochane stworzenie. Ja osobiście jestem nią ogromnie zauroczona i z czystą przyjemnością obserwuje jak coraz bardziej się otwiera. To jednak zasługa Waszej ciągłej pracy. Dużo czasu Klara potrzebowała by się do Was przyzwyczaić, zaakceptować i Wam zaufać?

Dominika: Mam wrażenie, że ten proces trwa cały czas. Jest bardzo mądrym psiakiem i respektowała nas od samego wejścia do mieszkania. W samochodzie trochę dała o sobie znać, ale kto by nie panikował zabrany od ludzi, którzy się nim pierwszorzędnie opiekowali? Każdy psiak potrzebuje innej ilości czasu. Mówi się, że około 3 miesiące to taki podstawowy czas, gdzie pies wie że to jego stado. Byłam przekonana że Klara już dawno się do nas przyzwyczaiła, ale w ostatnim czasie pojawiły się nowe zachowania takie jak przychodzenie i tulenie się, czy leżenie niby z człowiekiem ale na człowieku, których kiedyś nie było. Może jeszcze czekają nas momenty przełomowe?

Kasia: Ooo tego akurat jestem pewna, jeszcze wiele miłych zaskoczeń przed Wami. Mam sposobność sporo z tych rzeczy obserwować i te kroczki milowe to nawet dla mnie, osoby z boku, wielka radocha. Tak samo jak widok Klary na spacerze albo biegającej za frisbee. Co robicie by ją zmęczyć i ulotnić jej energię?

Dominika: To wyjątkowy psiak, który dopasowuje ilość swojej energii do sytuacji. Zwykle podczas całego rytmu dobowego mamy 3 spacery: rano i wieczór krótsze, po około 30 min na „sikupę” i trochę eksploracji oraz popołudniowy około 1h z piłką/frisbee i do tego nie na osiedlowych terenach zielonych tylko w parku. Dla niej to największa atrakcja dnia. Zdarza się, że wieczorem przyniesie jeszcze piłkę żeby jej chwilę porzucać, ale to rzadkość. Zawsze po długim spacerze dostaje jakiegoś gryzaka lub Konga (rodzaj zabawki wykonany z kauczuku), idzie na swoje miejsce i dodatkowo wycisza się po piłkach i spotkaniach z pieskami. Czasem używamy też maty węchowej, świetna sprawa na chłodniejsze dni, gdy skraca się spacer, a chce się trochę zmęczyć psa. Gdy jeździmy do rodziny, Klara ma dodatkowe atrakcje w formie psiaków rodziców. Nie z wszystkimi bawi się po równo, niektóre po prostu toleruje, ale jest dobrze i potrafi się z nimi wyhasać.

Kasia: Powszechnie panuje przekonanie, że pies powinien być przede wszystkim w domu z dużym ogrodem i tylko wtedy może być szczęśliwy. Sądzisz, że to słuszne stwierdzenie ? Zauważasz jakikolwiek problem wynikający z faktu, że mieszkacie z Klarą w bloku?

Dominika: Nigdy nie widziałam takiego problemu, a w tym momencie dla mnie to wręcz zaleta. Zmusza nas do ruszenia się. Obawy były teraz, w okresie zimowym, ale nabawiliśmy się ich tylko przez naszą rodzinę. Koniec końców wcale nie było źle jak wszyscy przypuszczali. Po prostu trzeba było ubrać nie tylko siebie, ale i psa, a po spacerze zadbać o łapki (trafił nam się wrażliwy egzemplarz psiaka, po każdym spacerze: mycie i wycieranie łapek z soli i kremikowanie). Wielu ludzi myśli, że jak ma się dom z ogrodem to wystarczy wypuścić psa i tyle. Ale tak nie jest, pies potrzebuje nowych bodźców, węszenia, poznawania świata. Kiedyś wyczytałam, że nawet największa klatka nie zastąpi wolności i w tym przypadku jest to najbardziej trafne stwierdzenie. U nas węszenie zaczyna się już na korytarzu, czasem spotykamy psich sąsiadów, a jest ich sporo. Kolejną atrakcją jest winda. Jak widać, psiakowi może odpowiadać wiele rzeczy. Mieszkając w bloku chcąc nie chcąc spełniamy większość potrzeb psa – mamy spacer, załatwienie potrzeb fizjologicznych, obecność człowieka – „stada”, możliwość węszenia, poznania nowych znajomych, znaczenie terenu itp. Mając dom z ogrodem pamiętajmy, że pies to nie tylko „sikupa” i czasem trzeba zrobić coś więcej niż tylko wypuszczenie psa.

Kasia: Bardzo dziękuję, że zgodziłaś się ze mną porozmawiać.

Mam nadzieję, że dzięki rozmowie z Miśką masz nieco szerszy ogląd na sytuację adopcji, zwłaszcza pod względem życia jakie zaczyna się po przywiezieniu zwierzaka do domu. W naszym kraju, gdzie świadomość kastracji dopiero nabiera na popularności, wiele zwierząt jeszcze długo będzie czekać w schroniskach na swojego opiekuna. Do tego dochodzę wszystkie te sytuacje, gdzie moje ludzkie pojęcie wychodzi i wrócić nie chce, gdy słyszę o ludziach, którzy zwierzęta mają, a nigdy mieć nie powinni. Zwierzak w domu to ogrom radości i z przeprowadzonego przeze mnie rachunku zysku i strat wychodzi, że jego obecność to bilans dodatni. Przy tym wszystkim jednak to po prostu odpowiedzialność. Świadomość tego, że mogą pojawić się problemy i gotowość do szukania dla nich najlepszych rozwiązań jest tu kluczowa. Psiak czy jakikolwiek inny zwierzak w domu to fantastyczna sprawa, a obserwowanie jak z zamkniętego i wystraszonego stworzenia staje się merdającym promykiem szczęścia, jest uczuciem nie do opisania. Naiwnie jednak jest wierzyć, że zawsze jest tylko pluszowo i różowo. Wraz z adopcją psa zabierasz pod dach zarówno czującą istotę jak i stojące za nią całe spektrum emocji.

Dajcie koniecznie znać w komentarzach jakie wy macie doświadczenia w kwestiach zwierzęcej adopcji i czy jest coś co Was szczególnie w tym temacie ciekawi? Chodzi mi po głowie pomysł rozszerzenia tego wywiadu do miana projektu i spotkania się na zdjęciach i rozmowie z kimś prowadzącym chociażby Dom Tymczasowy. Chcielibyście zobaczyć kolejne wpisy w tym temacie? Czekam za odpowiedzią.

Trzymaj się i do następnego!
Kasia 🙂



Dodaj komentarz