Sierpień, czyli jak dorobiłam się bezlusterkowca, o licytacji dla Kacperka i udanych zapisach na warsztaty

Mogłabym opowiadać o tym jak mocno uwielbiam kolor sierpniowego nieba i jak bardzo nie lubię tych zaoranych pól, które zwiastują, że lato już za nami, a z szaf trzeba wyjąć cieplejsze ubrania. Wybudowałabym ładne, w miarę dyplomatyczne tło narracyjne, które tworzyć lubię w zależności od nastroju, a potem stopniowo zwiększała napięcie. Zamiast tego na samym wstępie podzielę się z Tobą niezaprzeczalnie najważniejszym wydarzeniem tego miesiąca, a mianowicie dorobieniem się nowego sprzętu, którego możliwości do tej pory wzbudzają we mnie ogromny zachwyt. Przesiadłam się z wysłużonej lustrzanki, na bezlusterkowca. Podobno tornado przyszłości, które stworzy nowy ład i powiem Ci tak zupełnie szczerze, że po miesiącu użytkowania tego aparatu jedyne co mogę powiedzieć, to to, że się tego tornada nie mogę doczekać.

Gdybym powiedziała, że nowy sprzęt to nowa jakość, to tak po prawdzie nie powiedziałabym nic. Bo między moim obecnym, a starym aparatem jest przepaść, której z czystych technicznych aspektów nie jesteśmy wstanie pokonać i chociaż kochana lustrzana jest dalej sprawna, to w rodzinie mych aparatów jest już starszym wujkiem, a nie tym młokosem pełnym sił, werwy i motywacji do działania. Pozostałam wierna Soniakowi, na którego zdecydowałam się na samym początku swojej fotograficznej przygody i z którym przy boku pokonuje fotograficzną drogę życia. Decyzji kompletnie nie żałuję, na bieżąco będę zapewne też meldować jak się nam współpraca układa i czy coś się zmieniło po pierwszej strzale amora. Póki co żyję przeświadczeniem, że albo ten amor czuwa i co chwilę mnie szpikuję kolejnymi strzałami, albo ta jedna była z dość konkretną dawką miłości. Zobaczymy jednak co przyniesie nam czas.

Licytacja dla Kacperka.

Niedługo po zakupieniu bezlusterkowca dowiedziałam się o charytatywnej akcji prowadzonej w moich rodzinnych stronach, gdzie ludzie z prawdziwym zaangażowaniem zbierali pieniądze dla chorego Kacperka, dziesięciolatka, któremu los przyniósł poważną chorobę i nadzieję w postaci tego niestety osławionego leku za 4.000.000 złotych. Społeczność miasta i okolic zaczęła organizować zbiórki, festyny, robić pikniki i prowadzić internetowe licytacje. Skorzystałam z nich, a później stwierdziłam, że przecież mogę jeszcze więcej i wystawiłam na licytację plenerową sesję w swoim wykonaniu. Wychodząc z kwoty 50zł, zakończyliśmy ją na 310zł i muszę oddać, że radość z tego faktu była przeogromna. Jeszcze większa była jednak w chwili, gdy dowiedziałam się, że zbiórka zakończyła się sukcesem.

Wylicytowana sesja już się odbyła, poznałam dzięki niej niesamowitą kobietę – Arlettę, która wygrała całą licytację. Niezaprzeczalnie jest to chodzący wulkan energii, z którym niezwykle dobrze się rozmawia. Bardzo się cieszę, że miałyśmy okazję się poznać i że nasze spotkanie było, górnolotnie mówiąc, wynikiem dobrego uczynku.

Trafiam na cudownych ludzi.

Sesji zdjęciowych w tym miesiącu zrobiłam stosunkowo mało, wrzesień zdecydowanie chcę zamknąć z lepszym wynikiem, ale pomijając cyferkę, były to naprawdę piękne spotkania z ludźmi, którzy sprawili, że te zdjęcia faktycznie chcę robić. Miałam styczność z osobami otwartymi na różne propozycje, wychodzącymi ze swoimi inicjatywami, życzliwymi, a przede wszystkim uśmiechniętymi. To faktycznie były przyjemne chwile, gdzie miło wszyscy spędzaliśmy czas, a ja zdjęcia kończyłam z ogromnym zacieszem na ustach. Już dawno zrozumiałam, że nie będę współpracować ze wszystkimi i że ogromnie ważne jest dla mnie to, aby obie strony po sesji były pełne energii, zadowolone i czuły się po prostu dobrze. Daleko mi do bycia energetycznym wampirem czy smutasem i niestety, albo właśnie stety z podobnymi sobie, pod tym względem, chcę pracować. Póki co udaje się to idealnie i miejmy nadzieję, że tak zostanie. Za to osobiście trzymam kciuki.

Jak idzie rozkręcanie własnej działalności?

Pod względem zakładania firmy nie mogę odnotować jeszcze sukcesu, ale cierpliwie i z całą wyrozumiałością podchodzę do sprawy. Mam sytuację taką jaką mam, więc może to wszystko jeszcze chwilę potrwać. Moja wiedza jednak pod względami prawnymi jest w tym momencie już naprawdę spora, a wiele zagadnień straciło swoją straszną otoczkę. Przestałam się stresować, bardzo szybko pozbyłam się tego uczucia bezsilności względem ilości zadań do wykonania i wiedzy do przysporzenia i z całkowitym spokojem się uczę tego nieznanego dla mnie świata, jednocześnie ciesząc się przeogromnie, że mam u swego boku mężczyznę, który wiele tematów kolokwialnie mówiąc ogarnia i zawsze służy pomocnym słowem. Będzie dobrze, no bo jak ma być inaczej?

Nieplanowane warsztaty u jednej z najlepszych

Na ten moment w moim fotograficznym życiu najwięcej dzieje się w aspektach technicznych i to są właśnie te rzeczy, których aż tak szalenie nie widać, a które jednak mają bardzo duże znaczenie. Myślałam, że zakup bezlusterkowca będzie moim najważniejszym, wybitnie się odcinającym od reszty, wydarzeniem tego ostatniego miesiąca lata, ale ułożyło się tak, że tuż za nim są indywidualne warsztaty, na które udało mi się zapisać do Eweliny Zięby, fotografki, która w swoich kadrach przemyca czystą magię i na której zdjęcia po prostu nie mogę się napatrzeć. Cieszę się na nie przeogromnie i prawda jest taka, że mam względem nich naprawdę duże oczekiwania. Czy zostaną one spełnione zobaczymy już jesienią. Z całą pewnością podzielę się z Tobą swoimi wrażeniami.

Przegląd opublikowanych wpisów

Na blogu w ciągu tego miesiąca pojawiło się 8 nowych wpisów, przeważająca część z nich to efekty zrealizowanych sesji:

  • Barwna sesja z właścicielką Atelier Krawieckiego – tytuł chyba wystarczająco wyczerpuje temat i nie potrzeba żadnego krótkiego opisu. Spotkanie z Panią Dorotą było czystą przyjemnością, tak samo jak fotografowanie jej szczerego uśmiechu, który oglądałam tamtego dnia nie raz i który jest dla mnie najlepszym dowodem, że to była faktycznie udana współpraca.

  • Sesja z piękną Natalią, czyli jak wykorzystać niepozorną ścianę bluszczu. – odrobina wspominek. Bardzo mi żal wszystkich tych sesji, które kiedyś zrobiłam, a które nie mają swojego miejsca w Internecie, dlatego będę je tutaj zapraszać, a Was raz na jakiś czas zabierać na podróż w czasie.

  • Dziecięca sesja na łące. – po prawdziwe to była moja czwarta sesja dziecięca w życiu. Jakoś nigdy nie było mi z nimi po drodze, a teraz czerpię z nich tak ogromną radość, że dość poważnie zastanawiam się czy nie iść tylko w ten kierunek fotografii. To ogromna zasługa zdjęć z Marysią i Jonaszem, ale o tym więcej w nadchodzącym poście.

  • Justyna i Piotrek | Nastoletnie rodzeństwo na zdjęciach w plenerze. – bo nie ma co się ograniczać tylko do rodzeństwa w wieku lat kilku. Tym sposobem miałam na sesji nastolatków. Spotkanie z nimi to była czysta przyjemność. We wpisie poruszam też sprawę początkowej tremy przed obiektywem, warto zajrzeć.
  • Jak przygotować się do sesji zdjęciowej? + pytania do fotografa – jeden z najważniejszych wpisów jaki się do tej pory pojawił na blogu. To artykuł nastawiony na przyniesienie samych korzyści zarówno Tobie, jako osobie wybierającej się na zdjęcia, jak i mi – fotografowi. Będę do niego odsyłać jeszcze nie raz i nie dwa.
  • 3 seriale, które zachwycają zdjęciami – w końcu coś z zagadnień inspiracyjnych. Zebrałam odczucia względem trzech produkcji, które na mnie mocno oddziaływały pod względem estetyki, obrazu, światła, kolorów i w tym wpisie właśnie tym się z Tobą dzielę. Sprawdź co wymieniam i daj znać czy któryś z przywołanych seriali też zwrócił Twoją uwagę?

  • Kilka przemyśleń w Światowy Dzień Fotografii – takich moich osobistych, luźnych, bez niepotrzebnego spięcia i zadęcia.

  • Helios, czyli jak za małe pieniądze mieć piękny bokeh? – dla tych, którzy pamiętają mojego pierwszego fotograficznego bloga to nie będzie nowy artykuł, bowiem przeniosłam go z drobnymi zmianami i aktualizacjami. Helios jest dla mnie wyjątkowym szkłem i będę pewnie jeszcze nie raz o nim opowiadać.

Czy podsumowania miesiąca będą pojawiać się częściej?

Zdecydowanie tak, chociaż nie obiecuję, że regularnie. Gdy siadałam do tego wpisu zaczęłam się zastanawiać co bym też mogła tutaj wymienić, o czym wspomnieć, co miało dla mnie faktycznie znaczenie i okazało się, że tych rzeczy jest zdecydowanie więcej niż myślałam. Czas to jednak zdradzieckie zjawisko i lubi człowiekowi zacierać pewne wydarzenia. Dobrze jest po tych 30 dniach zdać sobie sprawę jak wiele się zrobiło lub też nie. Kolejne podsumowania będą też bardziej zdjęciowe. W tym mało co mogę Wam jeszcze pokazać, a o backstage dość głupio nie zadbałam. Obiecuję jednak poprawę.

Trzymaj się i do następnego!
Kasia

Dodaj komentarz