Wyzwanie 365!

To wyzwanie, które chodziło mi po głowie niezwykle długo i pewnie, gdyby nie te moje 7 rzeczy do zrobienia przed końcem 2020 roku, to nadal by tak było. Słowo się jednak rzekło. Rok chcę zakończyć z przytupem, a nie ma na to lepszego sposobu niż wystartowanie z niezwykle wymagającym wyzwaniem fotograficznym. 

Czytałam wiele opinii na jego temat i nigdzie nie spotkałam się z głosem, że nie było warto. Wręcz przeciwnie. Korzyści płynące z codziennego robienia zdjęć są widoczne zarówno pod względem technicznym, ale także pod względem psychicznym. Zbieramy wspomnienia dla siebie, przy okazji pracując nad swoją systematycznością czy pewnością siebie. To mogą być zdjęcia z chwili, która nas zatrzymała. Mogą powstawać według określonego przez nas schematu lub zupełnie nie. Wszystko jest kwestią naszych osobistych ustaleń, a jedynym wymogiem jest to, aby faktycznie każdego dnia to jedno zdjęcie wykonać. 

   Nieco się stresuję, trochę obawiam, a z drugiej strony jestem podekscytowana i ciekawa co z tego wszystkiego wyjdzie.   Z całą pewnością będzie to dla mnie test dyscypliny i pewnie w jakimś stopniu kreatywności. Mam szczerą nadzieję,  
że wytrwam ten rok i że za dokładnie 365dni stwierdzę, że faktycznie było warto. To się jednak wszystko dopiero okaże. 

Zdjęcia prezentuje w trzech miejscach, tutaj, na swoim Instgramowym koncie, a także na Facebookowym Fanpage. Za każdym razem opisując dlaczego akurat ta fotografia zostało wytypowane na reprezentanta danego dnia. Nie chcę tutaj nakładać na siebie żadnej presji, nie będę wymagać perfekcjonizmu w każdym przypadku, o ile w ogóle. Chcę czerpać z tego przedsięwzięcia przede wszystkim masę radości, a nie pluć sobie w brodę, że coś nie jest idealnie. 

Trzymajcie kciuki, żeby się wszystko powiodło! 

Pierwsze podejście do wzywania:

Obecne podejście

Szło super, nawet bardzo. Dziewięć dni codziennego fotografowania z całą pewnością należy zaliczyć do sukcesów. Bałam się, że wyzwanie polegnie przez moją kruchą samodyscyplinę, tym czasem pokonał mnie po prostu sen, który przyszedł w sobotnie popołudnie zaraz po uczelni i który nie odstąpił mnie ani na krok aż do niedzieli. Tym samym zabierając mi jeden dzień z fotograficznego działania. Trudno, tak bywa. Zasady są jasne. Dzień przerwy oznacza rozpoczynanie wszystkiego od nowa i tak dokładnie czynię, mając nadzieję, że drugie podejście będzie tym ostatnim. 

Jednocześnie narzucam sobie swojego rodzaju ograniczenie, które paradoksalnie ma wywołać moją większą kreatywność i twórcze podejście do tematu. Wymyśliłam sobie, że każdy tydzień będzie miał swoje hasło przewodnie. Wybierane co niedziela przez moich obserwatorów na Instagramie i Facebooku. Z tematami startujemy 06/12/2020. Do wyzwania ponownie podchodzę jednak już dzisiaj.