Zaufanie do siebie samej.

Miałam tylko sprawdzić ile zajmie przeczytanie tekstu. Ostatecznie powstało nagranie dzięki któremu mogę powiedzieć „Czytała dla Państwa Katarzyna Seklecka”. Dajcie znać jak to nagranie w odbiorze.

Wyszło na to, że raz na jakiś czas muszę sobie przypomnieć najbardziej oczywiste oczywistości świata. Wiesz, mam tendencję do tego by uciekać gdzieś w jakieś odległe regiony myśli. Sprawdzać inne podejścia, by z podkulonym ogonem wracać później tam gdzie się wszystko zaczęło. Jak to mówią wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Mój światopoglądowy dom ma ściany pomalowane jasnym przeświadczeniem o tym, że życie to przygoda. Czas zabawy i radości. Otwarte okna zawsze wpuszczają ciepłe promienie słońca, drzwi czekają by wpuściś do środka niezmierzone możliwości. Drewnaniy stół zastawiony jest tym co najlepsze, w końcu uwielbiam gości.

Próbowałam zmieniać sobie te metafory, każdorazowo lądując z hukiem na tyłku. Po prawdzie nie wiem co mną motywowało. Na jaką cholerę wchodzę w role, których nie czuję? Nie wiem, ale czasem po prostu trzeba spróbować.

Lubię się uważać za człowieka odpowiedzialnego, bo i tak w gruncie rzeczy nim jestem. Czasem roztrzepanie i wrodzona zdolność do wpadania w kryzysowe sytuacje przykrywa ten fakt. Tylko czasem. Jako rzetelny człowiek postanowiłam do podejmowanych przeze mnie rzeczy podchodzić zarówno odpowiedzialnie jak i poważnie. Starałam się postępować jak wielu mi znanych dorosłych. No i co? No i zgubiłam całą frajdę.

Latałam i gnałam by być najbardziej profesjonalną, najbardziej perfekcyjną, odpowiednio podchodzącą do tematu osobą. By błędów popełniać jak najmniej i w sumie to od razu znać się na wszystkim. Po drodze oczywiście wyrzucając sobie jak coś poszło nie tak. Oprócz podkopania lekko wiary we własne możliwości i ogólnego zniechęcenia nie przyniosło to nic.

Zatrzymałam się więc, wzięłam oddech wystarczająco głęboki, by ręka mogła palnąć mnie samoistnie w czoło. No bo po co ja kombinuję, gdzie ja latam, czego szukam, po co mi jakieś durne potwierdzenia?

W głowie mam pierdyliard pomysłów, każdy lepszy od poprzedniego. Nadal nie zrobiłam pełnego testu Gallupa, ale już dziś mogę się założyć, że na szóstym miejscu będę miała wizjonera. Z pierdoły zrodzonej w głowie potrafię wymyślić ogromne przedsiewzięcie. Co jednak najzabawniejsze doskonale wiem co powinnam robić, jak postępować, na czym się skoncentrować.

Stało się więc, zapadła decyzja. Zaprzestaję konsumcji pseudopomocnych treści. W pełni stawiam na zaufanie do własnej osoby, na głos serducha, który doskonale wie kiedy ma bić głośniej i szybciej. Zaufanie do siebie samej jest walutą najmocniejszą na każdym rynku. Nie liczy się też czy za oknem przechadzają się mamuty, hiszpańska inkwizycja czy odbijają się światła policyjnych samochodów na Żoliborzu. Każdy czas jest dobry na to by na sobie polegać. By działać tak jak uważamy za słuszne. By coś zaczynać i czegoś nie kończyć. Próbować, rezygnować i się nie poddawać. Uczyć się, obrywać, robić uniki w życiowym ringu by koniec końców móc powiedzieć, że zdobyło się cudowne doświadczenie.

Życie jest przygodą, czasem leniwą, sielską otoczoną muzyką anielską. Czasem z ekstremalnymi zwrotami akcji, które mają sprawdzić nasz hart ducha. Granie na skrótach, według niezawsze trafnych podpowiedzi osób trzecich odbiera całą frajdę. To nie są Simsy, to prawdziwe życie. Tu można czerpać radość ze wszystkiego.

Trzymaj się i do następnego!
Kasia 🙂

Dodaj komentarz